Bohaterowie

BOHATEROWIE
Julka Bryk- główna bohaterka, dziewiętnastoletnia optymistka, zakochana w siatkówce. Znajomi mówią na nią Mańka. Mieszka nieopodal Rzeszowa.
Ania Piątek- najlepsza przyjaciółka i sąsiadka Julki.
Matt Anderson- amerykański siatkarz, na co dzień broniący barw Zenitu Kazań. Mimo swojej popularności nadal nie znalazł swojej drugiej polówki.
Fabian Drzyzga- 22 letni( odmłodzony na potrzeby opowiadania) rozgrywający Resovii Rzeszów. Został powołany do reprezentacji, dlatego nie ma czasu na szukanie miłości.

piątek, 15 sierpnia 2014

      ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY 

Rano jak zawsze zadzwonił budzik a ja leniwie zwlekłam się z łóżka. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki gdy nagle mnie oświeciło. Nie dość że dzisiaj Maciek wychodzi ze szpitala to jeszcze siatkarze wracają z Francji! Oj dzisiaj to się będzie działo. Rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju kierując się na stołówkę. 
- Hej chłopaki.- Przywitałam się uśmiechem i usiadłam na wolnym miejscu koło Wojtka. 
- No heeej. Jak tam pierwsza noc bez Maćka? - Spytał Żurek prawie dusząc się własnym śmiechem. 
- Boże, z kim ja żyję? - Wzniosłam ręce do góry żeby bardziej podkoloryzować moje załamanie. Chłopaki jak zwykle zaczęli się śmiać a ja zajęłam się jedzeniem. Przygotowując drugą kanapkę usłyszałam dobrze znane mi głosy na korytarzu i wybiegłam cały czas trzymając w ręku ogórka. 
- Igła!! - Głośno się wydarłam i rzuciłam na libero. Nie miałam pojęcia jak bardzo mi go brakowało. 
- A my to co? Gorsi bo kamery nie mamy?- Spytał Kurek a reszta siatkarzy go poparła więc zrobiliśmy grupowego przytulasa tuż przez recepcją. 
- Ostrożnie z tym ogórkiem bo jeszcze komuś oko wybijesz. - Roześmiał się Stefan który nagle stanął obok nas i nie mam pojęcia jak długo tu stał. 
- Przepraszam. A tak w ogóle to dzień dobry. - Szeroko się uśmiechnęłam i przywitałam z trenerem chowając warzywo za plecy. 
- Widzę że postawiłaś na zdrową żywność? - I tak zaczęliśmy rozmowę a chłopaki poszli się zameldować.
Porozmawiałam z Antigą jeszcze z 10 minut ale niestety musiał iść do pani z recepcji bo te głupki jak zawsze mieli kłopot z pokojami. Stałam kilka metrów od nich i z uśmiechem na ustach przyglądałam się jak Winiar kłóci się z Zatim o jedyny pokój z balkonem. 
- Ja nie chce tam mieszkać! Tam nigdy nie ma zasięgu! - Michał założył ręce na piersi i strzelił focha. 
- Po co Ci zasięg jak ty ciągle telefon gubisz?- Ach, jak mi brakowało tych ich kłótni. Zaśmiałam się pod gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na oczach. Poczułam zapach perfum i od razu wiedziałam kto to. 
- Można prosić o jakąś podpowiedz?- Jak ja lubię się z nim droczyć. 
- No wiesz co? Ja to bym Cię poznał... - Objął mnie ramieniem i obrócił tak, że byłam na wprost jego klatki piersiowej. Bez wahania go przytuliłam a ten zaczął się głośno śmiać. 
- Z czego się śmiejesz?- Spytałam nie odrywając się od jego. 
- Bo mi na nogę weszłaś. - Znów zaczął się śmiać a ja zgromiłam go wzrokiem. 
- No ty to zawsze umiesz nastrój popsuć. - Zaczęłam się śmiać gdy nagle usłyszałam głośne "Uuuuu" za moimi plecami. - A wy co buczycie jak krowy na pastwisku? Mleka za dużo? - Pogroziłam im ogórkiem a oni wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. - Głupki! - Wystawiłam im języka i mimowolnie się uśmiechnęłam. Muzaj przywitał się z siatkarzami i poszedł ze mną a raczej wjechał windą na nasze piętro. 
- Hmm.. ja jadę dopiero jutro więc co ty na wspólny seans filmowy? - Zaproponował kładąc się w dziwnej pozycji na moim łóżku. 
- A popcorn będzie? - Spytałam słodkim głosem i usiadłam obok niego. - Ach ty mój biedaku. - Powiedziałam z litością patrząc jak nieudolnie próbuję sięgnąć po mojego laptopa. 
- Powiedziała ta, która zgubiła się w kantorku. - Zaczął się śmiać a ja rzuciłam go poduszką. 
- To nie moja wina że nikt mi nie powiedział że te drugie drzwi były do szatni. A tak w ogóle, jak następnym razem będziesz chciał jakieś tam "hantelki" to sobie pójdziesz sam! - Odwróciłam się plecami do chłopaka ledwo co hamując śmiech. 
- Ej no ale nie obrażaj się... przecież żartowałem tylko. - Objął mnie od tyłu a po moim ciele znów przeszedł dreszcz. I jak tu się na niego gniewać? 
- No dobra. Wybaczam Ci ale jeżeli komuś powiesz o tym kantorku to zginiesz marnie. - Siatkarz się uśmiechnął i wziął do ręki mój aparat. 
- A co to za piękna pani? - Ułożył usta w dzióbek a ja puknęłam go w czoło. 
- Nie podlizuj się i tak Ci go zabiorę. - Przechyliłam się w jego stronę i zabrałam z jego rąk moją lustrzankę a ten zaczął mnie gilgotać. Powygłupialiśmy się jeszcze przez chwilę ale musieliśmy iść na trening. W sumie on mógł zostać ale powiedział że chce się pośmiać z chłopaków więc ok. Wyszliśmy z mojego pokoju i napotkaliśmy Kłosa który szedł z głową w tablecie. 
- Buum! Co ty tam całymi dniami robisz? - Zajrzałam przez ramie siatkarza i jak się spodziewałam Karol siedział na facebooku. 
- Ktoś musi informować fanki co słychać u najprzystojniejszego siatkarza tej kadry co nie? - Jego spojrzenie mówiło "No ludzie? Gdzie wy żyjecie?" Gdy zobaczyłam jego minę zaczęłam się śmiać i poklepałam go po ramieniu. 
- Ktoś się pytał co u mnie słychać? - Z pokoju Igły wyszedł Winiar a a nim reszta siatkarzy. 
- Ej, a co to było za nielegalne zbiorowisko? I to bez nas?! - Spytałam oskarżycielsko. 
- Nie wiemy czy możemy Ci powiedzieć. - Przeciągał Nowakowski a ja już wiedziałam że coś knują. 
- Nie chcecie mi powiedzieć? Już mnie nie lubicie... wiedziałam że tak będzie. Widzisz? Oni mnie nie lubią.. - Wskazałam palcem na siatkarzy udając smutek i zasłoniłam twarz rękoma. No myślałam że nie wytrzymam ze śmiech patrząc na zdziwione miny chłopaków. 
- No dobra.. niech stracę. - Zaczął Dzik a ja od razu się uśmiechnęłam. - Dzisiaj wieczorem robimy ognisko ale to jest ściśle tajne bo jak Stefan się dowie... no i wy oczywiście jesteście zaproszeni. A tak w ogóle to kiedy Ci Maciek gips zdejmą? - Chłopaki sobie gadali i gadali a ja w końcu sama poszłam na trening. Pan Andrzej dał taki wycisk młodzikom że ledwo co się do szatni doczołgali. Zrobiłam mnóstwo dobrych zdjęć i byłam z siebie dumna. Poszłam do pokoju i zgrałam je na laptopa, niektóre trochę przerobiłam i były gotowe żeby je wstawić. Już miałam nacisnął "enter" gdy ktoś szybkim ruchem NOGI otworzył moje drzwi. 
- No heej Mała. - Igła jak gdyby nigdy nic, wpakował się obok mnie na łóżko i wręcz przejął urządzenie. 
- Krzysiek ja tu pracuję. - Westchnęłam i zabrałam mu laptopa. 
- Nie dość że ruda to wredna.. - Potargał mi włosi i zaczął się śmiać. 
- Gdybyś nie był taki fajny to powiedziałabym że cię nie lubię. - Wysłałam zdjęcia i ułożyłam głowę na kolanach siatkarza. 
- A ty gdybyś nie była ruda to powiedział bym że cię lubię. - Teraz to i ja zaczęłam się śmiać bo to na serio było dobre. - Dobra koniec tego śmiania ja tu przyszedłem poważnie porozmawiać. - Po słowie "poważnie" znów wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Nie no a tak serio to o czym chciałeś rozmawiać? - Spytałam prawie się już nie śmiejąc. 
- Bo wiesz.. dzisiaj widziałem jak się z naszym Maciusiem witałaś no i wiesz... Wy nic nie ten? - Aha, zaczyna się przesłuchanie. 
- Czy ty jesteś Krzysiu zazdrosny? - Roześmiałam się a Igła zrobił facepalma. 
- To było takie romantyczne. Twój ukochany wraca ze szpitala a ty się mu rzucasz w objęcia i... - Ale pojechał. 
- Jaki ukochany?! Maciek jest moim przyjacielem. PRZYJACIELEM. - Zaakcentowałam to słowo i lekko się uśmiechnęłam. - A czemu pytasz? 
- Bo jestem ciekawy. Nie znasz mnie? Ale na prawdę nic poza przyjaźnią? Pasujecie do siebie i z boku naprawdę ładnie razem wyglądacie. - Libero powiedział to całkiem poważnie a ja się zmieszałam i nie wiedziałam co myśleć. 
- Może i ładnie wyglądamy ale to nie zmienia faktu że to mój przyjaciel. - Mój głos trochę posmutniał ale przypomniałam sobie że mam żelki! - O kurde! - Energicznie wstałam z łóżka a Krzysiek spojrzał na mnie z przerażeniem. 
- Mam się bać? - Wziął poduszkę która miała służyć jako tarcza gdybym wymyśliła coś głupiego. 
- Zamknąłeś drzwi? Bo zara się sępy zlecą. - Powiedziałam cicho i wyciągnęłam paczkę słodkości. 
- Mańka, jesteś moim mistrzem! - Wzięliśmy po garści żelków i od razu wsadziliśmy je do budzi. Siedzieliśmy przyczajeni czy nikt nie idzie i jak małe dzieci zajadaliśmy się słodyczami. Gdy zjedliśmy już wszystkie i nikt się nie dowiedział przybiliśmy sobie piątki i zeszliśmy na obiad. 
- Jakoś dziwnie się na nas patrzą. - Wyszeptałam do Ignaczaka będąc już na stołówce. 
- Myślisz że widzą, że zjedliśmy je sami? - Odpowiedział również szeptem i zaczęliśmy się śmiać. Kurde, chyba te żelki były przeterminowane.. Igła poszedł usiąść do siatkarzy z reprezentacji a ja poszłam do stolika obok gdzie siedział Maciek z chłopakami. 
- Czemu nic nie jesz? - Spytał zdziwiony Muzaj. No kochany, gdybyś przed chwilą wepchał całą pakę tych delicji to też byś obiadu nie zjadł.
- A bo jakoś głodna nie jestem. - Zagryzłam wargę i spojrzałam na Ignaczaka który też chyba "nie miał apetytu". 
- No nie wierze. Julka Bryk nie jest głodna? Kłamiesz! Tylko nie mów że się odchudzasz bo wepchnę Ci ten obiad na siłę. - Powiedział poważnym tonem.
- Ale ja na prawdę..- Uu chyba się zdenerwował. 
- Nie marudź tylko jedz. - Pogroził mi palcem a ja słyszałam za sobą śmiech Igły. A to cwaniaczek.. Po obiedzie treningi były odwołane bo sztab szkoleniowy miał spotkanie ze sponsorami więc poszłam do pokoju żeby odpocząć po jedzeniu. 




Cześć, pa, hej :D Siatkarze wrócili z Francji a Maciek wyszedł ze szpitala... Jak się podoba rozwój wydarzeń? A może macie jakieś swoje wizję co do dalszych losów Julki?
Oglądałyście SPLASH siatkarzy? Hahaha mi na samą myśl chcę się śmiać :) Swoją drogą ciekawe czy skoczkowie podejmą się wyzwania.. xD
I chyba najważniejsze! Uwaga, uwaga bo będę się jarać :P Jest to mój pierwszy blog i jestem bardzo dumna ponieważ przekroczył 5.000 wyświetleń!! Jesteście kochani i bardzo Wam dziękuję <3 Z tej okazji odpowiem na wszystkie pytania w komentarzach :D Tylko nie pytajcie o opowiadanie bo i tak nic nie zdradzę :*

środa, 13 sierpnia 2014

          ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY 

Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Przechodziły mnie okropne myśli. Przecież jak by coś mu się stało nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia. Rano spojrzałam na zegarek który wskazywał 4.10 a chłopak nadal się nie obudził. Zacisnęłam powieki a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Nagle poczułam ucisk na swojej dłoni a po moim ciele przeszedł dreszcz. Uniosłam głowę i zobaczyłam Muzaja spoglądającego na moją dłoń splątaną razem z jego.
- Maciek! Wiesz jak się bałam... - Ostatnie słowa wyszeptałam wtulając się w chłopaka.
- Spokojnie, żyję. - Lekko się uśmiechnął po czym dodał. - Chyba że jestem w niebie. - Uniósł do góry nasze złączone dłonie i charakterystycznie poruszał brwiami.
- Głupku, ja na prawdę się bałam. - Podniosłam się z łóżka i przykryłam go kocem który się osunął. Siatkarz próbował usadowić się w pozycji siedzącej ale gdy zobaczył swoją nogę przestał się siłować.
- Złamana? - Spytał smutnym głosem a jego oczy były całe zeszklone. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Otworzyłam usta żeby coś z siebie wydusić gdy do sali wszedł doktor.
- Całe szczęście że pan się wybudził. - Odetchnął z ulgą mężczyzna. - Może pan poruszać lewą ręką? - "Żeby mógł, żeby mógł " nerwowo powtarzałam sobie w myślach. Muzaj uniósł rękę i pokazał okejkę! - Dobrze. Najbardziej obawiałem się braku czucia przy tej dłoni ale najwyraźniej niepotrzebnie. - Obydwoje z Maćkiem spojrzeliśmy na siebie przerażonym wzrokiem. Jaki brak czucia do cholery?! Przecież on jest sportowcem, żadne braki czucia nie mogą wchodzić w grę. - Coś pana boli? - Doktor zadał kolejne pytanie.
- Nie, wszystko w porządku. - Uff, teraz to ja odetchnęłam w ulgą. - Kiedy będziecie mogli zdjąć gips z mojej nogi? - Twarz siatkarza znowu posmutniała.
- Niestety... noga jest złamana i gips usuniemy za miesiąc jeżeli kości dobrze się zrosną. - Wytłumaczył doktor. - Za kilka godzin zabiorę pana na badania kontrolne i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to już jutro będzie mógł pan wyjść. Organizm to pan ma odporny. Niestety do treningów będzie pan mógł wrócić za półtora miesiąca ale mimo wszystko cieszmy się że to nic poważnego i nie zagraża to pańskiej karierze sportowej. - Mina Maćka wyrażała zaskoczenie ale chyba nie koniecznie to pozytywne.
- Miesiąc z tą kotwicą na nodze? Jezu... umieram. - Zasłonił twarz poduszką.
- Nawet mnie nie denerwuj Muzaj! - Stanowczo powiedziałam kradnąc mu jaśka. - Ja się tu modliłam żebyś ty się człowieku obudził a ty panikujesz bo masz gips?! Ciesz się że to tylko półtora miesiąca przerwy a nie całe życie. Ty w ogóle masz świadomość jak ja się cholernie bałam? - W pocieszaniu to ja najlepsza nie jestem.
- Młodzi, zakochani. - Zaśmiał się doktor i wyszedł z sali.
- Nie jesteśmy.. - Nie dokończyłam bo mężczyzna trzepnął drzwiami. Pokiwałam głową i westchnęłam.
- Wiesz.. może nie będzie tak źle. Z kadrą co prawda będę musiał się pożegnać ale przynajmniej przed PlusLigą będę miał czas na regenerację sił i treningi. - Rozmyślał siatkarz a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. - A ty z czego się cieszysz? - Spytał chłopak któremu mój uśmiech również się udzielił.
- Bo limit łez mi się skończył. - Zaśmiałam się, nie odrywając wzroku od siatkarza.
- Siedzimy sobie w szpitalu, spadłem ze schodów, złamałem nogę i popsułem Ci pewnie wieczór a ty się śmiejesz? - Zrobił zdziwioną minę i oboje zaczęliśmy się śmiać. - A tak w ogóle to jak na tej r... - Przełknął głośno ślinę. - Jak tam było? - Spytał bez większych emocji w głosie.
- Fajnie. Pomijając fakt że ośmieszyłam się na parkiecie, nie umiałam nadziać jedzenia na widelec i byłam jedyną dziewczyną w jeansach to było naprawdę fajnie. - Zrobiłam minę myśliciela i znów zaczęliśmy się śmiać. - Nie było tak źle ale chyba wolę parki linowy niż drogie restauracje. - Skwitowałam moją randkę. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę ale przypomniałam sobie że miałam zadzwonić do pana Andrzeja gdy Maciek się obudzi. Wykonałam telefon i po jakimś czasie trener rozmawiał już z lekarzem i 'poszkodowanym'.
- Maciek, nie przejmuj się. Co prawda to będzie dla zespołu osłabienie ale to nie jest twoja wina. Chłopaki ostro trenują i dadzą radę, tak? - Muzaj przytaknął i spoglądał na swoją nogę. Szkoda mi go było bo gips na nodze to dla sportowca jak wyrok. Jedynym plusem było to że Maciek będzie miał czas na odpoczynek przez sezonem klubowym.
- To ja zabieram pana Maćka na badania kontrolne a pani - Doktor zwrócił się w moją stronę. - radzę wrócić do hotelu i odpocząć. - Nie protestowałam i podeszłam pożegnać się z siatkarzem. Humor poprawił mu się dzięki rozmowie z panem Andrzejem i zapewnieniom doktora że wszystko idzie w dobrym kierunku, choć o jakimś wielkim entuzjazmie mowy nie było.
- Trzymaj się łamago.. - Mocno go przytuliłam a ten poczochrał mi włosy i wyszeptał do ucha:
- Dziękuję że tutaj ze mną byłaś. - Dałam mu buziaka w policzek i trochę speszona stanęłam koło pana Andrzeja.
- To my już się zbieramy bo jak chłopaki zostali w hotelu sami, to jeszcze wpadną na coś głupiego. - Podał dłoń doktorowi i wziął od niego wizytówkę żeby móc dowiedzieć się o wynikach badań kontrolnych. Puściłam Maćkowi oczko i wyszliśmy z sali mijając jakiegoś mężczyznę z kobietą. Chyba byli to państwo Muzaj ale nie miałam czasu nawet się im przyjrzeć. Podczas powrotu do Spały trochę rozmawiałam z Kowalem i stwierdzam że nie tylko jest świetnym trenerem ale również człowiekiem. Nadal martwiłam się o mojego przyjaciela ale byłam dobrej myśli. Chłopak na prawdę miał szczęście że to tylko złamanie nogi bo wyglądał jak siedem nieszczęść gdy go zobaczyłam leżącego w szpitalu. Jadąc do hotelu myślałam też o tym jak będzie wyglądał najbliższy miesiąc mojego życia. Za dwa dni wracają siatkarze z Francji i będą trenować w Spale. Jeżeli chłopaki z kadry B wygrają najbliższe dwa mecze awansują dalej w turnieju i będę z nimi aż do końca wakacji... no właśnie, WAKACJE. Za niedługo koniec 'wolności' i zaczynają się studia w Rzeszowie. Mieszkam nawet nie daleko tego miasta ale nadal nie znalazłam sobie mieszkania a w końcu jestem już pełnoletnia i wypadało by się wyprowadzić od rodziców. Moje przemyślenia przerwał pan Andrzej informując że już dojechaliśmy na miejsce. Wygrzebałam się z auta i pierwsze co zrobiłam będąc już w swoim pokoju to gorąca kąpiel.




No heej... Oddaję to "coś" na górze w Wasze ręce :(
Ps. Oglądaliście film "DRUŻYNA"? Ja byłam wczoraj i muszę powiedzieć że naprawdę świetny! ;) Naczytałam się spojlerów na fb ale i tak zrobił na mnie wrażenie :D

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

     ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY 

- Bo.. bo Muzaj jest w szpitalu. - Gdy to usłyszałam urządzenie prawie wypadło mi z rąk.
- Ale jak to?! Co się stało? - Wykrzyczałam zdenerwowana do słuchawki ze łzami w oczach. 
- On nie mógł chyba zasnąć i chciał tylko wyjść na dwór i.... spadł ze schodów. Przyjechało pogotowie ale on nie oddychał. - Czułam jak moje serce momentalnie przyśpieszyło. Jak to nie oddychał? Przecież spadł ze schodów, od tego nie traci się oddechu!!
- W którym jest szpitalu? - Powiedziałam ocierając łzy płynące po moim policzku. Obok mnie zjawił się Matt, nie miałam pojęcia jak długo tu stoi ale był mi teraz bardzo potrzebny. 
- Co się stało? Dlaczego płaczesz?- Spytał bardzo przejęty tą sytuacją.
- Maciek.. mój przyjaciel jest w szpitalu. Wiem że nie powinnam o to prosić ale zawieziesz mnie do niego? - Nie mogłam pohamować łez napływających do moich oczu. Anderson wskazał na czarny samochód do którego po chwili oboje weszliśmy. Tak się bałam o Maćka że nawet nie zauważyłam skąd się wzięło to auto bo przecież przyszliśmy na pieszo. Podałam adres szpitala Amerykanowi i znów się rozpłakałam.
- Proszę nie płacz. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Pocieszał mnie mój kierowca ale to jeszcze bardziej wpędziło mnie w rozpacz.
- Jak mam nie płakać? To wszystko przeze mnie! Jest już dawno po północy, on na pewno by już spał ale czekał aż przyjadę... obiecałam mu że wrócę wcześnie..- Uniosłam kolana w które schowałam twarz. - On nie oddychał. - Cicho wyszeptałam pozwalając aby kolejne łzy spadały na moje ubranie. 
- To nie jest twoja wina. Nie możesz się obwiniać za to co się stało. Posłuchaj, - Uniósł mi brodę i otarł słone krople z mojego policzka. - Nic mu nie będzie. Jest sportowcem, uwierz w niego, jest silny. - Wzięłam kilka głębokich oddechów i trochę się uspokoiłam. Matt miał rację, w takich sytuacjach nie mogę mieć czarnych myśli. Oparłam głowę o szybkę i wpatrywałam się w ciemność za oknem tracąc poczucie czasu. Nie mam pojęcia która była godzina jak dotarliśmy do szpitala ale Amerykanin jechał tak szybko jak się dało.
- Nie musisz ze mną iść, i tak za dużo dla mnie zrobiłeś.  - Spojrzałam na siatkarza stojąc na parkingu. - Powinnam już do niego iść. Dziękuję za ten wieczór.. ten pocałunek... chyba nie mam teraz do tego głowy. - Brakowało mi słów żeby wytłumaczyć się chłopakowi. Tak bardzo się bałam że coś się stało Muzajowi. 
- Nie musisz się tłumaczyć. - Uniósł kącik swoich ust. - Maciek chyba jednak nie jest tylko przyjacielem. Widać że coś do niego czujesz więc nie mogę Ci się narzucać. A teraz biegnij do niego. - Przytulił mnie i wsiadł do swojego samochodu a ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Tak bardzo byłam mu wdzięczna! Zobaczyłam jak odjeżdża i szybko pobiegłam do wnętrza budynku. Nie miałam pojęcia gdzie jest siatkarz i czy ktoś z nim przyjechał tą karetką. Rozejrzałam się dookoła aż w końcu ktoś mnie zawołał. 
- Julka? Co..- Nie dałam dokończyć Kowalowi. 
- Co z nim? - Spytałam smutnym głosem pociągając nosem.
- Za raz powinien przyjść doktor i wszystkiego się dowiemy. - Trener nerwowo przeplatał palcami. 
- Co się dokładnie stało? Gdzie on jest? - Strasznie się denerwowałam co równało się z gadaniem. 
- Maciek marudził że nie może zasnąć i chyba chciał wyjść na świeżę powietrze. Tam przy schodach leżał ten dywan i... i słyszałem tylko głośny huk, a gdy wybiegłem z pokoju zobaczyłem że... no i zawołałem doktora i on stwierdził że potrzebny jest transport do szpitala. - I znów miałam ochotę się rozkleić ale zobaczyłam że zbliża się do nas jakiś doktor. 
- Dobry wieczór. Państwo przyjechało z panem Muzajem? - Pokiwaliśmy twierdząco głowami. - Nie mam dla Was dobrych wiadomości.  Chłopak jeszcze nie odzyskał przytomności, miejmy nadzieję że jutro do tego dojdzie. Niestety, - Zwrócił się do pana Andrzeja. - będzie musiał przerwać treningi przez najbliższy miesiąc jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem. - No to nas pocieszył, nie ma co. 
- Można go zobaczyć? - Spytałam z nadzieją w głosie. Trener trochę się zdziwił że tu przyjechałam ale wiedział że z Maćkiem najlepiej się dogaduję z chłopaków. 
- Tak, ale proszę za długo z nim nie siedzieć. Powinien wypocząć. Dobrze by było gdyby ktoś rano przy nim był w razie gdyby nasz pacjent się wybudził. - Powiedział mężczyzna i wskazał ręką na salę w której leżał Maciek. Wojtek złapał mnie za ramię aby dodać mi otuchy i weszliśmy we trójkę do pomieszczenia. Łza spłynęła mi po policzku jak zobaczyłam w jakim stanie jest mój przyjaciel. Noga cała w gipsie, część głowy zabandażowana i szwa na ręku. Szybko otarłam łzę bo nie chciałam żeby ktoś zobaczył w jakim jestem stanie. 
- Wojtek, my jutro mamy trening więc wracaj do hotelu. Musisz się wyspać i tobie Julka też radzę odpocząć. Ja z nim zostanę, jestem za niego odpowiedzialny. - Pan Andrzej spojrzał na nas z żalem i smutkiem w oczach.
- Mogę ja zostać? Myślę że panu bardziej przyda się chwila spokoju. Obiecuję że zadzwonię jak tylko się obudzi. Tylko jutrzejszy trening... czy mogę. - Posłałam mężczyźnie pytające spojrzenie a on już wiedział o co mi chodzi. 
- Nie ma sprawy. Jesteś zwolniona z najbliższych treningów. Nadal uważam że powinnaś odpocząć ale skoro zależy Ci żeby z nim zostać to nie będę się sprzeciwiał. - Lekko się uśmiechnął, pożegnał się i wyszedł wraz z Ferensem który mocno mnie przytulił. Nie spodziewałam się takiej reakcji ale ten mały gest Wojtka dał mi trochę siły.  Usiadłam na krzesełku obok łóżka siatkarza a w moich oczach pojawiły się świeczki. Złapałam delikatnie chłopaka na rękę i wpatrywałam się w jego twarz. To przeze mnie tu trafił. Nie mogłam otrząsnąć się z tych myśli. Zapomniałam o randce z Andersonem, o tym że jest już środek nocy... nadal trzymając chłopaka za rękę położyłam się obok niego, delikatnie kładąc swoją głowę na jego klatkę piersiową i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. 




Hej Wam :) Dzisiaj nie będę Was nudziła i powiem tylko że dziękuję za komentarze które dają mi kopa :D
Pozdrawiam ;*

niedziela, 10 sierpnia 2014

    ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Gdy spostrzegłam że Maciek udał się do wyjścia z hali odwróciłam się w stronę czekającego na mnie Matta i trochę mnie zamurowało. Siatkarz ubrany był w białą koszulę i elegancką marynarkę.
- To gdzie mnie zabierasz? - Spytałam lustrując chłopaka wzrokiem. 
- Na kolację.- Powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie i czarująco się uśmiechnął. 
- A tak dokładniej? Bo ja byłam w Krakowie zaledwie dwa razy i nie za bardzo znam to miasto. Chociaż widziałam tu niedaleko sympatyczną knajpę. - Miałam kontynuować swoją wypowiedz ale przerwałam widząc rozbawienie na twarzy Amerykanina. - No co? - Spytałam słodkim głosem. 
- Ale my nie idziemy do "knajpy" - Tajemniczo się uśmiechnął a ja już o nic nie pytałam. W sumie lubię niespodzianki. Do Mc'Donalds może mnie zaprowadzi? Było by fajnie bo lubię te shejki co tam robią. Stop! Za dużo czasu z Muzajem. To miejsce mogę wykluczyć znając Matta. Obawiam się tylko że udamy się do jakiejś drogiej restauracji gdzie wszyscy będą ubrani w stroję wieczorowe a ja w młodzieżową i na dodatek kolorową koszulę i jeansy. Po nawet długim "spacerze" doszliśmy na miejsce a moje obawy się spełniły. 
- Zapraszam.- Powiedział mężczyzna w garniturze otwierając nam drzwi do ekskluzywnej i pewnie drogiej restauracji. 
- Lubię to miejsce. Chociaż byłem tu tylko raz i tak mnie oczarowało. Mam nadzieje że tobie też się spodoba. - Powiedział odsuwając mi krzesło od stolika jak na gentelmana przystało. 
- Jeżeli ich potrawy są tak dobre jak wyglądają to mi też się tu spodoba. - Znacząco spojrzałam na danie które kelner niósł do stolika obok nas i po cichu się zaśmialiśmy. 
- Dobry wieczór. Co państwo sobie życzą? - Stanęła koło nas pani z kartami menu dzięki którym domyśliłam się że jest to kelnerka bo wcześniej ciężko było rozpoznać ponieważ była ubrana bardziej stosownie niż ja a to JA byłam klientką. 
- Ja poproszę sok pomarańczowy i owoce morza. - Amerykanin odpowiedział w swoim ojczystym języku po czym spojrzał na mnie pytająco. Chyba nie był pewny czy zrozumiał kelnerkę. Posłałam mu uśmiech i poprosiłam o to samo co pani z sąsiedniego stolika. 
- Czyli jesteś teraz fotografem kadry B? - Wszczął rozmowę Matt. 
- Tak wyszło. - Uniosłam ramiona  i zrobiłam smutną minkę. - We Francji mnie nie chcieli - Roześmiałam się wraz z siatkarzem a starszy pan siedzący na wprost skarcił nas wzrokiem. 
- Oto państwa zamówienia. - Przyjacielsko się uśmiechnęła podając nasze dania. - Życzę smacznego. - Puściła oczko do Matthewa a ja zachichotałam. 
- Dziękujemy. - Odpowiedzieliśmy równocześnie wymieniając się porozumiewawczymi spojrzeniami.  Jedzenie na moim talerzu wyglądało bardzo apetycznie tylko że nie miałam pojęcia jak się do niego zabrać. Gdy w końcu nadziałam na widelec to małe, zielone coś i wkładałam do ust z powrotem wypadło mi na talerz. Już trochę zdenerwowana zmrużyłam oczy i westchnęłam co wywołało śmiech siatkarza. 
- Może pomogę. - Uroczo się uśmiechnął i bez problemu uniósł kawałek mojego dania. Przysunął widelec do moich ust które już miałam otworzyć a ten zjadł moje zielone coś!
- Ejj, to nie było śmieszne.- Zaplotłam ręce na piersiach i udawałam że się obraziłam ale mimowolnie się uśmiechnęłam.  Gdy skończyliśmy jeść byłam pewna że Matt zapłaci i odwiezie mnie do Spały ale NIESTETY się myliłam. Wspominałam że nie umiem tańczyć? A przynajmniej nie do takiej muzyki? 
- No proszę. Na pewno nie tańczysz gorzej ode mnie. - Szeroko się uśmiechnął i pociągnął za rękę na parkiet. Czułam się trochę niezręcznie. Nie dość że wyróżniałam się strojem to jeszcze deptałam po nogach Andersona. 
- Przepraszam! Ostrzegałam że nie jestem w tym dobra. - Zaśmiałam się pod nosem i wsłuchałam w rytm muzyki. Nawet nie szło mi najgorzej. Muzycy zaczęli grać wolną piosenkę w sam raz do "przytulańca". Matt objął mnie swoimi rękoma w tali a ja zaplotłam swoje dłonie na jego szyi. Tańczyliśmy tylko my i jakieś starsze małżeństwo ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Kołysaliśmy się w rytm muzyki nie odrywając od siebie wzroku. Nasze usta zbliżały się do siebie aż w końcu dzieliły je milimetry. Ostatni raz spojrzałam w oczy siatkarza gdy ten skrócił dystans po dzielący nasze wargi.  Staliśmy pośrodku restauracji oddając się pocałunkowi i wiecie co wam powiem? Świat nie przestał się kręcić, fajerwerków nie było, dreszcze nie przechodziły po moim ciele, motylki w brzuchu chyba zasnęły a muzyka nie ucichła a wręcz przeciwnie bo rozdzwonił się mój telefon.
- Przepraszam. - Wyszeptałam odsuwając się od chłopaka.- Przepraszam. - Powiedziałam głośniej ponieważ widziałam wrogie spojrzenia obecnych w pomieszczeniu za nie wyciszenie mojej komórki. Wyszłam na świeżę powietrze i wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Maćka ale nawet to nie poprawiło mi humoru.
- Hallo?! Nie miałeś kiedy zadzwonić? - Niegrzecznie powiedziałam do słuchawki.
- Mańka? Tu Wojtek. Nie powinienem przeszkadzać ale chyba musisz o tym wiedzieć. - Usłyszałam zdenerwowany głos Ferensa.
- Co się stało? I dlaczego dzwonisz z telefonu Maćka?-  Mój głos zaczął się łamać.
- Bo.. bo Muzaj jest w szpitalu. - Gdy to usłyszałam urządzenie prawie wypadło mi z rąk.



Buuum! Kto się spodziewał takiego zwrotu akcji? Pewnie mnie zabijecie bo to miała być taka "romantico" kolacyjka ale coś dziać się musi. :)
Ps. Muszę o to zapytać :D Jak Wam się podoba nasz hymn na Mistrzostwa? Mi osobiście nie za bardzo ale może się przekonam jak nakręcą teledysk z siatkarzami :) Choć nadal uważam że Winiar by to lepiej zaśpiewał xD

piątek, 8 sierpnia 2014

     ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY 

Weszliśmy na halę naszą 'paczką' i usiedliśmy na  miejsca zajętych przez chłopaków. 
- Uuu vipowskie miejscówki.- Roześmiała się Anka siedząca po mojej prawej stronie.
- Kto bogatemu zabroni? - Zawtórował Maciek siedzący po mojej drugiej stronie. 
- Cicho bo już wychodzą na boisko. - Machnęłam ręką nie odrywając wzroku od Amerykańskich siatkarzy wypatrując Andersona. Mimo że nie grali nasi reprezentanci to kibiców i tak było duuużo no ale wiadomo, na tytuł "najlepszych kibiców na świecie" trzeba sobie zapracować. Ale wracając do meczu, pierwszy set grany był na przewagi co doprowadzało mnie do nerwicy. Była piłka setowa dla USA przy zagrywce Lotmana. Chwila napięcia i... sędzia uznał że piłka była poza boiskiem.
- Aut?! No przecież pole było jak nic!!- Wrzasnęłam przyciągając uwagę połowy trybun. Niestety pierwsza partia USA przegrało ale nie można było im zarzucić że nie walczyli. Po krótkiej przerwie między setami Amerykanie zaczęli grać jak z nut. Nawet ściana nie zatrzymałaby Andersona w ataku. Drugiego seta Irańczycy przegrali 25 do 21 a ja z Anką komentowałam mecz Maćkowi w najlepsze. Trzeci set również trafił na konto USA. Iran grał pod presją i zawodnicy popełniali wiele błędów własnych. Problemy zaczęły się w secie numer 4. przy stanie 2 do 1 dla moich faworytów. Druga przerwa techniczna i dwupunktowa przewaga Iranu. Na szczęście serwis w ich wykonaniu trafiła w siatkę. Na zagrywce Anderson posłał bardzo mocną piłkę przez co przyjmujący mieli kłopot z odbiorem i z rozegraniem dobrej akcji. Rozgrywający wystawił na lewe skrzydło i... bum pojedynczy blok Andersona! No to nam się Matt rozszalał. Piłka meczowa dla USA przy serwisie Clarka. Libero przebił piłkę na drugą stronę umożliwiając skonstruowanie wyćwiczonej już akcji. Lotman posłał piłkę do rozgrywającego i....kiwka której się nikt nie spodziewał!
-Aaa wygraliśmy!!- Rzuciłam się na Muzaja znajdującego się na krzesełku obok. Ojj, ciśnienie to mi podskoczyło chyba do dwustu, tylko nie wiem czy przez ten mecz czy oddech Maćka który czułam na szyi. Zdezorientowany również objął mnie swoimi ramionami a prze moje plecy znów przeszedł przyjemny dreszczyk.
- Udusisz mnie. - Odsunęłam się od rozśmieszonego chłopaka.
- Patrzcie bo MVP wybierajo.- Szturchnęła mnie Anka skutecznie przyciągając moją uwagę.
- Wiedziałam!- Pisnęłam gdy spiker ogłosił że najlepiej grającym zawodnikiem meczu zostaje Matthew. Aż mnie duma rozpierała gdy odbierał statuetkę.
- To jak? Jedziemy? - Po paru minutach spytał Maciek raczej nie zadowolony z wyniku ale jak zawszę uśmiechnięty.
- A ty nie pogratulujesz Andersonowi? Weź chociaż się z nim przywitaj bo przez cały mecz wodził wzrokiem po trybunach. - Dodała mi odwagi Anka.
- Skąd ty znasz Amerykańskich siatkarzy?- Zdziwił się Muzaj a Anka mu wszystko wyjaśniła a przynajmniej miałam taką nadzieje bo nie zwlekając postanowiłam iść do Matta. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam bliżej.
- Można prosić o autograf? - Szeroko się uśmiechnęłam widząc zdziwioną ale wesołą minę Matthewa.
- Julka! Już myślałem że nie przyjechałaś. Wiesz jak się stęskniłem? - Mocno mnie uściskał. No nie powiem, całkiem miłe to przywitanie.
- Gratuluję MVP. Wiedziałam że Cię wybiorą, byłeś najlepszy!- Głośno powiedziałam po czym lekko się uśmiechnęłam.
- Co tam mecz. Cieszę się, że Cię widzę. - Zbliżył się do mnie i popatrzył w moje oczy.
- Chyba musisz już iść. - Zrobiłam smutną minę i wskazałam dłonią na zniecierpliwionego trenera.
- Niestety..- Jego mina również posmutniała.- A nie zechciałabyś pójść ze mną na kolację? To znaczy jak się przebiorę oczywiście. - W jego oczach pojawiły się iskierki.
- Zechciałabym tylko że ja przyjechałam z kolegami a oni zaraz wracają i nie miałabym potem jak wrócić do Spały. -Wytłumaczyłam z miną zbitego psa.
- A jak obiecam że Cię odwiozę pod sam hotel? - Zrobił z ust podkówkę i nie mogłam mu odmówić.
- Hm.. no ok. - Uśmiechnęłam się na myśl o wspólnym wieczorze.
- To ja pójdę się przebrać do szatni a ty uprzedź znajomych że wrócisz trochę później. - Puścił mi oczko i dołączył do grupki siatkarzy a ja poszłam się wyspowiadać Maćkowi czemu z nimi nie wracam. Boże...
- Dobra to ja lecę bo za parę minut mam pociąg.- Powiedziała moja przyjaciółka przytulając Maćka i podeszłą do mnie. - Romans z Andersonem kwitnie. - Wyszeptała mi do ucha podczas uścisku.
- Zadzwonię do ciebie potem i wszystko opowiem. - Znacząco spojrzałam się w stronę Matta i posłałam jej serdeczny uśmiech. Dałam jej buziaka w policzek i wyszła z hali.
- Maciuś..?- Nieśmiało spojrzałam na chłopaka.
- Co tam? - Posłał mi swój zabójczy uśmiech.
- Bo wiesz.. ja wrócę trochę później bo obiecałam Andersonowi że dzisiejszy wieczór z nim spędzę bo dawno się nie widzieliśmy i w ogóle. - Zagryzłam dolą wargę patrząc na nie za wesołą twarz siatkarza.
- Jesteś już dużą dziewczynką więc jeżeli chcesz to idź ale czym ty wrócisz? - Popatrzył na mnie z troską.
- Matt powiedział że mnie odwiezie. Spokojnie, nie martw się tak. - Uśmiechnęłam się a Muzaj odwzajemnił gest.
- Rudziu.- Położył swoje ręce na moich ramionach a nasz spojrzenia się spotkały. - Nie wróć za późno. - Potargał mi włosy i pocałował w skroń.
- Dobrze tatusiu. - Roześmiałam się i ruszyłam w stronę wyczekującego Amerykanina.




I na Wasze życzenie pojawił się "Matt za piękny na ten świat" xD

Dzisiaj naraziłam życie pisząc ten rozdział bo mi gniazdko wybuchło i korki wyje... wywaliło :P
Na razie tata to naprawił ale jest możliwość że to się powtórzy (albo mnie pieprznie prąd) więc jeśli mnie długo nie będzie to wybaczcie ale to z powodów technicznych.. :(
A tymczasem zachęcam do komentowania!
Buziaki :*

czwartek, 7 sierpnia 2014

          ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Wreszcie nadszedł dzień meczu USA- Iran na który miałam jechać nie tylko z chłopakami ale też z Anką. Wstałam z łóżka w znakomitym nastroju i pobiegłam ogarnąć się do łazienki. Gdy z niej wyszłam sprawdziłam telefon czy aby nikt nie dzwonił i wyszłam z pokoju. Energicznym ruchem dłoni zapukałam do drzwi Maćka. - Hej. Gotowy? - Spytałam stojąc w drzwiach jego pokoju. - Cześć. - Przywitał mnie promienistym uśmiechem. - Zwarty i gotowy. A jak tam twoje nogi? Nie ma zakwasów po wczorajszym? - Pstryknął mnie palcem w nos i zaczął się głośno śmiać. - No bardzo śmieszne. - Wystawiłam mu języka i poszliśmy na śniadanie. Przywitałam się z chłopakami i zajęłam się jedzeniem. - Mańka a ta twoja koleżanka to gdzie mieszka? Bo z dojazdem może być problem. - Zaczął rozmowę Wojtek. - Dzwoniłam do niej wczoraj i mówiła że przyjedzie do Krakowa pociągiem więc nie ma się o co martwić. - Szeroko się uśmiechnęłam i wróciłam do jedzenia. Po śniadaniu była chwila przerwy i trening. Dzień był ciepły więc trener postawił na ćwiczenia na zewnątrz. Dla mnie nawet lepiej bo lubiłam bawić się światłem podczas robienia zdjęć. Pan Andrzej dał im niezły wycisk więc po treningu szybko poszli do szatni a ja udałam się do siebie zgrać zdjęcia na laptopa i umieścić je na stronce. Po skończeniu mojej pracy weszłam na Skaypa i porozmawiałam z Igłą. - Ale tęsknisz za nami chociaż trochę? Bo Kurek tu mi się cały czas drze za uchem żebym Cię od niego pozdrowił. - No nie wierze że Bartuś się za mną stęsknił. Prawie się wzruszyłam. - No jasne że tęsknie! A Bartka masz ode mnie ucałować no i Winiara oczywiście. - Roześmiałam się po czym dodałam już poważnie. - A jak tam Fabian? - No wiesz.... zabrał ze sobą Sandrę i myślę że są razem szczęśliwi, choć ostatnio się o ciebie pytał czy wszystko u ciebie w porządku. - Wytłumaczył libero. - Właśnie, wszystko u ciebie w porządku? Kadra B się podoba? - Przy słowie "podoba" słychać było śmiech mężczyzny. - Podoba. - Uśmiechnęłam się do ekranu. - Nawet nie są tacy źli. - Porównałam sobie zachowanie siatkarzy z kadry B i moich siatkarz i doszłam do wniosku że na serio nie są tacy źli. - Wiesz.... tam tylu młodych, przystojnych chłopaków... nie wpadł Ci w oko żaden? - No wiedziałam! Tak czułam że weźmie mnie na pod pytki. Skoro chce wiedzieć.. - Jest taki jeden młody, wysportowany, niezbyt wysoki mężczyzną. Bardzo przystojny i inteligentny a na dodatek zabawny!- Hmm uwierzy czy nie? - Mańka ale ja jestem żonaty!- Po tych słowach oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. - No dobra, a tak na serio? - Powiedział Krzysiek prawie się już nie śmiejąc. - Nikogo nie mam jeśli o to Ci chodzi i nie oglądam się za chłopakami bo to jak dla mnie za szybko. Ale muszę przyznać ze jest na czym oko zawiesić. - Przypomniała mi się akcja z Maćkiem jak spał bez koszulki a ja ściągnęłam z niego koc więc postarałam się stłumić śmiech. - Mała jesteś kochana. Muszę już iść bo jest obiad a te hieny nic nie zostawią biednemu Krzysiowi więc papa. - Przesłałam mi buziaki i się rozłączył.
Zerknęłam na zegarek i szybko zeszłam na dół bo jeszcze chwila a spóźniłabym się na obiad. Rozejrzałam się po stołówce i zobaczyłam że Muzaj zajął mi miejsce więc odetchnęłam z ulgą. Zjedliśmy obiad, kolejny trening i wreszcie mój wymarzony mecz! Gdy tylko skończyłam robić swoje obowiązki otworzyłam szafę i zastanawiałam się co na siebie nałożyć gdy ktoś zapukał do drzwi. - Hej. Nie przeszkadzam? - Uśmiechnął się Maciek i rzucił się na łóżko zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. - Nawet dobrze że jesteś to mi pomożesz bo nie mogę się zdecydować co założyć. - Ułożyłam usta w dzióbek i wzięłam do ręki moją ukochaną niebiesko - czerwoną koszulę i jeansowe rurki. - Elegancko i luźnie - Uniosłam do góry mój zestaw.- Czy może nadal elegancko ale mniej luźnie?- Wskazałam na jaśniejszą koszulę i czarne rurki. - Hmm.. w co się nie ubierzesz i tak wyglądasz ślicznie ale myślę że bardziej stosowny będzie zestaw numer jeden. - Podparł brodę ręką i zrobił zabawną minę niczym jakiś projektant mody. - Ojj Muzaj i teraz mi namieszałeś.. ale niech Ci będzie. - Wzięłam mój strój i poszłam się w niego przebrać do łazienki. - Rozpuszczone czy kłosek? - Wychyliłam głowę z łazienki w stronę wylegującego się siatkarza. - Co? - Spojrzał rozkojarzony. - Aaa, chodzi Ci o włosy? Proponuję kłoska ale nie jestem pewien czy to ta sama fryzura co myślę. - Szeroko się uśmiechnął a ja pokręciłam tylko głową. Odgarnęłam włosy tak aby nie przeszkadzały mi w robieniu makijażu. Tak, robiłam makijaż ale lekki bo to w końcu tylko mecz. Gdy skończyłam malować oczy rozczesałam moje długie, rude włosy i zaplotłam kłoska. Spryskałam się perfumami od Anki i nałożyłam moją ulubioną bransoletkę. Ostatni raz zobaczyłam się w lusterku i weszłam do pokoju. Lekko chrząknęłam by zwrócić uwagę Maćkowi a ten chyba zaniemówił. - Ty.. woow! Wyglądasz prześlicznie! - Chłopak wypuścił z rąk swój telefon który na szczęście upadł na łóżko.
- To jak? Jedziemy? - Podałam chłopakowi jego komórkę i wyszliśmy z pomieszczenia. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki żeby poinformować ją że my już wyjeżdżamy i dołączyłam do grupki siatkarzy. - A tak w ogóle to czym jedziemy? - Spytałam patrząc na parking przed hotelem. - Widzisz to czarne cacko? - Ferens wskazał palcem na naprawdę niezłą brykę. - Ciekawe ile wyciąga. - Chłopaki zaczęli się śmiać przez co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło. - Co wy bierzecie? - Uniosłam jedną brew i znów się roześmiałam. - Czyli mam rozumieć że jedziemy waszym autokarem? - Dodałam już normalnym tonem. - Tak jest pani fotograf. - Wojtek puścił mi oczko i weszliśmy do naszego środka transportu. Z początku droga mi się bardzo dłużyła ale to złudzenie minęło gdy zaczęliśmy śpiewać. Nim się obejrzałam byliśmy już pod halą. Wysłałam Ance sms'a gdzie jesteśmy i po paru minutach zobaczyłam jakąś wariatkę biegnącą w naszą stronę. - Aaaa Mańka!! - Dziewczyna rzuciła mi się na szyję nawet nie zwracając uwagi na moich towarzyszy. - Ops, przepraszam. Jestem Ania. - Uroczo się uśmiechnęła a jej twarz spłonęła rumieńcami. Gdy zapoznała się już z siatkarzami pogadałam jeszcze chwilę z nią i z Maćkiem i weszliśmy na halę.



No to sobie jeszcze poczekacie do następnego rozdziału na spotkanie Mańki z Mattem :D
Dziękuję za tyyyle wyświetleń i za komentarze! Mam nadzieję że będzie ich coraz więcej :)
Pozdrawiam ;*

środa, 6 sierpnia 2014

     ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI 

Ciężko uwierzyć ale to już czwarty dzień mojego pobytu w Spale z kadrą B. Rano jak co dzień zadzwonił budzik a ja leniwie wstałam z łóżka. Zza okna świeciło piękne słońce wiec postanowiłam ubrać shorty i krótką podkoszulkę. Włosy związałam w luźnego koka i poszłam do Maćka żeby zgarnąć go na śniadanie. Zapukałam do jego drzwi i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. 
- Maciek wstawaj. Czemu ty jeszcze leżysz? - Stanęłam na przeciwko rozłożonego na łóżku Muzaja i wyczekująco się przyglądałam.
- Jeszcze pięć minut.. proszę. - Zamknął oczy a ja ściągnęłam z niego koc odkrywając idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową. O mój Boże! Skąd ja mogłam wiedzieć że on jest bez koszulki? Natychmiast puściłam koc i tępo wpatrywałam się w chłopaka który podniósł się do pozycji siedzącej. Moje serce dostało palipitacji! Z wielkim trudem oderwałam wzrok od siatkarza a raczej jego mięśni. - A nie mogę tu zostać a ty mi przyniesiesz śniadanie? - Spojrzał na mnie tym swoim błagalnym wzrokiem. Było mi ciężko ale w końcu coś z siebie wydusiłam.
- Chyba sobie żartujesz. Wstawaj!- Wskoczyłam na łóżko i poczochrałam mu jego bujną czuprynę. 
- W takim razie ty śpisz razem ze mną.- Powiedział zaspanym, lekko zachrypniętym głosem i złapał mnie w tali kładąc koło siebie na łóżku. Próbowałam się wydostać z jego żelaznego uścisku ale wszystko na nic. 
- Maciek to nie jest śmieszne..- Powiedziałam badawczo patrząc się na chłopaka który leżał na łóżku z zamkniętymi oczami. Zrezygnowana spóściłam głowę na tors siatkarza. Moje serce po raz kolejny biło jak opętane i z tego co słyszałam jego również. Głośno przełknęłam ślinę i nie odrywałam wzroku od leżącego obok mnie chłopaka. Wyglądał tak słodko i bezbronnie jak spał. Im dłużej z nim leżałam tym bardziej nie chciało mi się wstawać. - Ej, ale wiesz że śniadanie już jest a ja jestem głodna? Chcesz żebym umarła z głodu? - Mówiłam prawie szeptem wprost do jego ucha. Siatkarz momentalnie otworzył swoje hipnotyzujące, czekoladowe oczy i spojrzał prosto w moje. 
- Ach, niech stracę. Nie chcę Cię mieć na sumieniu. - Posłał mi zabójczy uśmiech i poszedł do łazienki a ja sięgnęłam po lusterko leżące na szafce. Byłam cała czerwona. Co się z tobą dzieje, Mańka ty się rumienisz! 
- Jesteś piękna, zostaw to lusterko, chodź bo podobno byłaś głodna.- Powiedział jednym tchem i pociągnął mnie za nadgarstek. 
- Muzaj od dzisiaj chodzisz spać po dobranocce.- Posłałam mu sztuczny uśmiech i weszliśmy do stołówki. 
- Oo hej gołąbeczki. Uu noc była upojna skoro na śniadanie się wstać nie chciało?- Palnął Ferens na co Maciek uderzył go palcem w czoło. Gdy już zaczęłam jeść posiłek coś mi się przypomniało. 
- Słyszałam że jedziecie jutro na mecz do Krakowa. - Wymamrotałam wgryzając się w kanapkę.
- JedzieMY.- Poprawił mnie mój przyjaciel a ja szeroko się uśmiechnęłam. 
- A nie znalazł by się jeszcze jeden bilet?- Zagryzłam wargę i spoglądałam na chłopaków.
- Jasne. A dla kogo jeśli można wiedzieć?- Wszystkie oczy skierowane były w moją stronę aż mi się śmiać zachciało jak widziałam ich ciekawość. 
- Dla mojej przyjaciółki. Ale na pewno nie robię wam kłopotu? - Siatkarze przecząco pokiwali głowami a mi kamień spadł z serca. Gdy skończyłam jeść szybko pobiegłam po telefon i wybrałam numer Anki. 
- Hej. Mam dla ciebie super wiadomość! Jedziemy na mecz! - Wykrzyczałam podekscytowana do słuchawki. 
- Żartujesz? Ale... ale że na TEN jutrzejszy mecz?! - Słyszałam jej pisk i zaczęłam się głośno śmiać. 
- Ej a tak w ogóle to wiesz kto gra? - No tak, dopiero teraz zorientowałam się że nie mam zielonego pojęcia kto jest rywalem Iranu. 
- Serio nie wiesz? USA gra z Iranem. - Powiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie a ja wstrzymałam oddech. Nie mogłam uwierzyć że znowu zobaczę Andersona. Pewnie mnie nie pozna ale jakaś cząstka mnie mówiła że to będzie wyjątkowy dzień. Skończyłam rozmawiać z moją przyjaciółką i zeszłam na trening w znakomitym nastroju. Nic dzisiaj nie mogło popsuć mi humoru!
- Komu będziesz kibicowała? USA czy może Iran? - Spytał Ferens siadając obok mnie na ławce. 
- No wiadomo że USA. - Dumnie uniosłam brodę po czym dodałam. - A ty Wojtku? - Uśmiechnęłam się szeroko na samą myśl o meczu. 
- Powiem Ci że lubię Amerykanów ale trzymam kciuki za Iran. Wiesz, to taki czarny koń Ligi. - Zrobił minę myśliciela i oboje zaczęliśmy się śmiać. Trening miną szybko jak i prawie cały dzień. W sumie ja to już żyłam jutrzejszym wieczorem. Po kolacji postanowiłam przejść się do Maćka zobaczyć co porabia. 
-No heej. - Posłałam mu piękny uśmiech który odwzajemnił tym samym. 
- Hej Rudzia. - Już miałam go ochrzanić za tą 'Rudzie' ale nie dał mi dojść do słowa.- Nie nudzi Ci się przypadkiem? Bo jeżeli by Ci się nudziło to mam propozycję nie do odrzucenia. - Pokazał rząd swoich białych zębów a ja zaczęłam się bać. 
- Znając ciebie to pewnie coś głupiego... To na co czekamy? - Usiadłam koło niego na łóżku wyczekując że zdradzi co będziemy robić. 
- W sumie na nic. - Złapał mnie za rękę i szelmowsko się uśmiechał. 
- Ejj no ale gdzie idziemy? Nie wiem jak się ubrać. - Wymyślałam argumenty żeby powiedział gdzie mnie zabiera. 
- Masz buty na szpilkach? - Przystanął i popatrzył się na moje nogi.
- Yyy nie. A to mam nałożyć? - Zdziwiłam się i stałam jak ten kołek nadal nic nie wiedząc. 
- Nie! Jak nie chcesz się połamać to lepiej nie. - Roześmiał się a ja go szturchnęłam. Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się w zupełnie inną stronę niż się spodziewałam. Myślałam że może chce do kina iść albo do baru a ten ciągnie mnie w przeciwną stronę niż mieszka cywilizacja. Rozmawialiśmy na różne tematy i nawet nie zauważyłam że jesteśmy już na miejscu. 
- Parki linowy? - Nie mogłam pohamować śmiechu który udzielił się również Maćkowi. 
- Chciałaś coś głupiego więc.. - Podał mi jakiś ogromny hak którym niby miałam się przypiąć. Wzięłam go do ręki która szybko opadła pod ciężarem tego żelaznego czegoś.
- Daj, pomogę Ci niezdaro. - Roześmiał się i przypiął mnie do liny. - Ale na pewno chcesz tam wejść? - Spytał całkiem poważnie z troską w głosie. 
- Pff, myślałeś że wymięknę? - Wystawiłam mu języka i szybko poszłam w stronę rozwieszonych na drzewach lin. Było już ciemno ale wszystko było dokładnie oświetlone. Gdy wspięłam się wyżej widok był piękny, aż zatykało wdech w piersiach. 
- Mam Cię! - Maciek złapał mnie od tyłu w tali a ja podskoczyłam. 
- Głupku, przestraszyłeś mnie. - Siatkarz zrobił smutną minkę a ja nie mogłam się na niego gniewać.
- Podoba Ci się? - Spytał a ja zrobiłam z ust dzióbek.
- Czy ja wiem... No pewnie że tak! - Mocno go uścisnęłam zahaczając swoją ręką o jego hak.
- Ałaa! Osz ty...- Złapałam się za dłoń i zmrużyłam oczy. - Lepie wiej. - Chłopak dał kilka kroków do tyłu cały czas się śmiejąc a ja zaczęłam go gonić. Cały wieczór minął mi cudownie! Już dawno się tak dobrze nie bawiłam. Śmiechu było nie mało i to było najfajniejsze. Dopiero gdy wyszliśmy z parku linowego poczułam chłód na mojej skórze. Zatrząsnęłam się delikatnie i zazgrzytałam zębami.
- Hej, może chcesz moją bluzę?- Nie czekając na odpowiedź zaczął ściągać górną część garderoby. 
- Nie, no coś ty. Zmarzniesz przeze mnie. - Popatrzył na mnie poważnym wzrokiem. 
- Zakładaj i bez dyskusji. - Podał mi szary materiał pachnący jego perfumami. 
- Następnym, razem jak powiesz że mnie gdzieś zabierasz to już będę wiedziała żeby spodziewać się czegoś niespodziewanego. - Zaczęłam się śmiać ściskając rękawy jego buzy. Znów się zagadałam i chciałam ominąć nasz hotel! 
- Halo, ziemia do Rudzi. To nasz hotel. - Zasłonił mi ręką usta głośno się śmiejąc. Weszliśmy do środka i od razu oddałam chłopakowi bluzę żeby znowu nie zapomnieć. Maciek odprowadził mnie pod same drzwi a ja nieśmiało się do niego uśmiechnęłam.
- Ten wieczór był bardzo fajny i dziękuję że mnie na niego zabrałeś. - Przysunęłam się do siatkarza składając buziaka na jego policzku. - A i dziękuję za bilety na jutrzejszy mecz! Nawet nie wiesz jak się cieszę. - Szeroko się uśmiechnęłam patrząc na Muzaja.
- Nie ma za co. To była przyjemność. - Pociągnął mnie do siebie i mocno przytulił. - A za bilety podziękuj Wojtkowi. - Posłał mi uśmiech i poszedł do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i podeszłam do okna rozmyślając o jutrzejszym meczu. Byłam bardzo ciekawa czy Matt mnie rozpozna a raczej miałam taką nadzieję. Zastanawiałam się co mu powiem jak go zobaczę.. Szybko sobie wybiłam z głowy te myśli i poszłam do łazienki wziąć gorącą kąpiel i odeszłam do krainy Morfeusza. 



Hej kochani :) Wróciłam po krótkiej nieobecności i oddaję kolejny rozdział w Wasze ręce :D
Jak myślicie, spotkanie z Mattem zmieni coś w życiu Mańki? A może Anderson nie pozna swojej 'koleżanki' z poprzedniego meczu w Polsce? 
Pozdrawiam :* 
Ps. Dziękuję mojej kochanej Anii która daję mi coraz to nowsze pomysły <3