Bohaterowie

BOHATEROWIE
Julka Bryk- główna bohaterka, dziewiętnastoletnia optymistka, zakochana w siatkówce. Znajomi mówią na nią Mańka. Mieszka nieopodal Rzeszowa.
Ania Piątek- najlepsza przyjaciółka i sąsiadka Julki.
Matt Anderson- amerykański siatkarz, na co dzień broniący barw Zenitu Kazań. Mimo swojej popularności nadal nie znalazł swojej drugiej polówki.
Fabian Drzyzga- 22 letni( odmłodzony na potrzeby opowiadania) rozgrywający Resovii Rzeszów. Został powołany do reprezentacji, dlatego nie ma czasu na szukanie miłości.

niedziela, 10 sierpnia 2014

    ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Gdy spostrzegłam że Maciek udał się do wyjścia z hali odwróciłam się w stronę czekającego na mnie Matta i trochę mnie zamurowało. Siatkarz ubrany był w białą koszulę i elegancką marynarkę.
- To gdzie mnie zabierasz? - Spytałam lustrując chłopaka wzrokiem. 
- Na kolację.- Powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie i czarująco się uśmiechnął. 
- A tak dokładniej? Bo ja byłam w Krakowie zaledwie dwa razy i nie za bardzo znam to miasto. Chociaż widziałam tu niedaleko sympatyczną knajpę. - Miałam kontynuować swoją wypowiedz ale przerwałam widząc rozbawienie na twarzy Amerykanina. - No co? - Spytałam słodkim głosem. 
- Ale my nie idziemy do "knajpy" - Tajemniczo się uśmiechnął a ja już o nic nie pytałam. W sumie lubię niespodzianki. Do Mc'Donalds może mnie zaprowadzi? Było by fajnie bo lubię te shejki co tam robią. Stop! Za dużo czasu z Muzajem. To miejsce mogę wykluczyć znając Matta. Obawiam się tylko że udamy się do jakiejś drogiej restauracji gdzie wszyscy będą ubrani w stroję wieczorowe a ja w młodzieżową i na dodatek kolorową koszulę i jeansy. Po nawet długim "spacerze" doszliśmy na miejsce a moje obawy się spełniły. 
- Zapraszam.- Powiedział mężczyzna w garniturze otwierając nam drzwi do ekskluzywnej i pewnie drogiej restauracji. 
- Lubię to miejsce. Chociaż byłem tu tylko raz i tak mnie oczarowało. Mam nadzieje że tobie też się spodoba. - Powiedział odsuwając mi krzesło od stolika jak na gentelmana przystało. 
- Jeżeli ich potrawy są tak dobre jak wyglądają to mi też się tu spodoba. - Znacząco spojrzałam na danie które kelner niósł do stolika obok nas i po cichu się zaśmialiśmy. 
- Dobry wieczór. Co państwo sobie życzą? - Stanęła koło nas pani z kartami menu dzięki którym domyśliłam się że jest to kelnerka bo wcześniej ciężko było rozpoznać ponieważ była ubrana bardziej stosownie niż ja a to JA byłam klientką. 
- Ja poproszę sok pomarańczowy i owoce morza. - Amerykanin odpowiedział w swoim ojczystym języku po czym spojrzał na mnie pytająco. Chyba nie był pewny czy zrozumiał kelnerkę. Posłałam mu uśmiech i poprosiłam o to samo co pani z sąsiedniego stolika. 
- Czyli jesteś teraz fotografem kadry B? - Wszczął rozmowę Matt. 
- Tak wyszło. - Uniosłam ramiona  i zrobiłam smutną minkę. - We Francji mnie nie chcieli - Roześmiałam się wraz z siatkarzem a starszy pan siedzący na wprost skarcił nas wzrokiem. 
- Oto państwa zamówienia. - Przyjacielsko się uśmiechnęła podając nasze dania. - Życzę smacznego. - Puściła oczko do Matthewa a ja zachichotałam. 
- Dziękujemy. - Odpowiedzieliśmy równocześnie wymieniając się porozumiewawczymi spojrzeniami.  Jedzenie na moim talerzu wyglądało bardzo apetycznie tylko że nie miałam pojęcia jak się do niego zabrać. Gdy w końcu nadziałam na widelec to małe, zielone coś i wkładałam do ust z powrotem wypadło mi na talerz. Już trochę zdenerwowana zmrużyłam oczy i westchnęłam co wywołało śmiech siatkarza. 
- Może pomogę. - Uroczo się uśmiechnął i bez problemu uniósł kawałek mojego dania. Przysunął widelec do moich ust które już miałam otworzyć a ten zjadł moje zielone coś!
- Ejj, to nie było śmieszne.- Zaplotłam ręce na piersiach i udawałam że się obraziłam ale mimowolnie się uśmiechnęłam.  Gdy skończyliśmy jeść byłam pewna że Matt zapłaci i odwiezie mnie do Spały ale NIESTETY się myliłam. Wspominałam że nie umiem tańczyć? A przynajmniej nie do takiej muzyki? 
- No proszę. Na pewno nie tańczysz gorzej ode mnie. - Szeroko się uśmiechnął i pociągnął za rękę na parkiet. Czułam się trochę niezręcznie. Nie dość że wyróżniałam się strojem to jeszcze deptałam po nogach Andersona. 
- Przepraszam! Ostrzegałam że nie jestem w tym dobra. - Zaśmiałam się pod nosem i wsłuchałam w rytm muzyki. Nawet nie szło mi najgorzej. Muzycy zaczęli grać wolną piosenkę w sam raz do "przytulańca". Matt objął mnie swoimi rękoma w tali a ja zaplotłam swoje dłonie na jego szyi. Tańczyliśmy tylko my i jakieś starsze małżeństwo ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Kołysaliśmy się w rytm muzyki nie odrywając od siebie wzroku. Nasze usta zbliżały się do siebie aż w końcu dzieliły je milimetry. Ostatni raz spojrzałam w oczy siatkarza gdy ten skrócił dystans po dzielący nasze wargi.  Staliśmy pośrodku restauracji oddając się pocałunkowi i wiecie co wam powiem? Świat nie przestał się kręcić, fajerwerków nie było, dreszcze nie przechodziły po moim ciele, motylki w brzuchu chyba zasnęły a muzyka nie ucichła a wręcz przeciwnie bo rozdzwonił się mój telefon.
- Przepraszam. - Wyszeptałam odsuwając się od chłopaka.- Przepraszam. - Powiedziałam głośniej ponieważ widziałam wrogie spojrzenia obecnych w pomieszczeniu za nie wyciszenie mojej komórki. Wyszłam na świeżę powietrze i wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Maćka ale nawet to nie poprawiło mi humoru.
- Hallo?! Nie miałeś kiedy zadzwonić? - Niegrzecznie powiedziałam do słuchawki.
- Mańka? Tu Wojtek. Nie powinienem przeszkadzać ale chyba musisz o tym wiedzieć. - Usłyszałam zdenerwowany głos Ferensa.
- Co się stało? I dlaczego dzwonisz z telefonu Maćka?-  Mój głos zaczął się łamać.
- Bo.. bo Muzaj jest w szpitalu. - Gdy to usłyszałam urządzenie prawie wypadło mi z rąk.



Buuum! Kto się spodziewał takiego zwrotu akcji? Pewnie mnie zabijecie bo to miała być taka "romantico" kolacyjka ale coś dziać się musi. :)
Ps. Muszę o to zapytać :D Jak Wam się podoba nasz hymn na Mistrzostwa? Mi osobiście nie za bardzo ale może się przekonam jak nakręcą teledysk z siatkarzami :) Choć nadal uważam że Winiar by to lepiej zaśpiewał xD

piątek, 8 sierpnia 2014

     ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY 

Weszliśmy na halę naszą 'paczką' i usiedliśmy na  miejsca zajętych przez chłopaków. 
- Uuu vipowskie miejscówki.- Roześmiała się Anka siedząca po mojej prawej stronie.
- Kto bogatemu zabroni? - Zawtórował Maciek siedzący po mojej drugiej stronie. 
- Cicho bo już wychodzą na boisko. - Machnęłam ręką nie odrywając wzroku od Amerykańskich siatkarzy wypatrując Andersona. Mimo że nie grali nasi reprezentanci to kibiców i tak było duuużo no ale wiadomo, na tytuł "najlepszych kibiców na świecie" trzeba sobie zapracować. Ale wracając do meczu, pierwszy set grany był na przewagi co doprowadzało mnie do nerwicy. Była piłka setowa dla USA przy zagrywce Lotmana. Chwila napięcia i... sędzia uznał że piłka była poza boiskiem.
- Aut?! No przecież pole było jak nic!!- Wrzasnęłam przyciągając uwagę połowy trybun. Niestety pierwsza partia USA przegrało ale nie można było im zarzucić że nie walczyli. Po krótkiej przerwie między setami Amerykanie zaczęli grać jak z nut. Nawet ściana nie zatrzymałaby Andersona w ataku. Drugiego seta Irańczycy przegrali 25 do 21 a ja z Anką komentowałam mecz Maćkowi w najlepsze. Trzeci set również trafił na konto USA. Iran grał pod presją i zawodnicy popełniali wiele błędów własnych. Problemy zaczęły się w secie numer 4. przy stanie 2 do 1 dla moich faworytów. Druga przerwa techniczna i dwupunktowa przewaga Iranu. Na szczęście serwis w ich wykonaniu trafiła w siatkę. Na zagrywce Anderson posłał bardzo mocną piłkę przez co przyjmujący mieli kłopot z odbiorem i z rozegraniem dobrej akcji. Rozgrywający wystawił na lewe skrzydło i... bum pojedynczy blok Andersona! No to nam się Matt rozszalał. Piłka meczowa dla USA przy serwisie Clarka. Libero przebił piłkę na drugą stronę umożliwiając skonstruowanie wyćwiczonej już akcji. Lotman posłał piłkę do rozgrywającego i....kiwka której się nikt nie spodziewał!
-Aaa wygraliśmy!!- Rzuciłam się na Muzaja znajdującego się na krzesełku obok. Ojj, ciśnienie to mi podskoczyło chyba do dwustu, tylko nie wiem czy przez ten mecz czy oddech Maćka który czułam na szyi. Zdezorientowany również objął mnie swoimi ramionami a prze moje plecy znów przeszedł przyjemny dreszczyk.
- Udusisz mnie. - Odsunęłam się od rozśmieszonego chłopaka.
- Patrzcie bo MVP wybierajo.- Szturchnęła mnie Anka skutecznie przyciągając moją uwagę.
- Wiedziałam!- Pisnęłam gdy spiker ogłosił że najlepiej grającym zawodnikiem meczu zostaje Matthew. Aż mnie duma rozpierała gdy odbierał statuetkę.
- To jak? Jedziemy? - Po paru minutach spytał Maciek raczej nie zadowolony z wyniku ale jak zawszę uśmiechnięty.
- A ty nie pogratulujesz Andersonowi? Weź chociaż się z nim przywitaj bo przez cały mecz wodził wzrokiem po trybunach. - Dodała mi odwagi Anka.
- Skąd ty znasz Amerykańskich siatkarzy?- Zdziwił się Muzaj a Anka mu wszystko wyjaśniła a przynajmniej miałam taką nadzieje bo nie zwlekając postanowiłam iść do Matta. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam bliżej.
- Można prosić o autograf? - Szeroko się uśmiechnęłam widząc zdziwioną ale wesołą minę Matthewa.
- Julka! Już myślałem że nie przyjechałaś. Wiesz jak się stęskniłem? - Mocno mnie uściskał. No nie powiem, całkiem miłe to przywitanie.
- Gratuluję MVP. Wiedziałam że Cię wybiorą, byłeś najlepszy!- Głośno powiedziałam po czym lekko się uśmiechnęłam.
- Co tam mecz. Cieszę się, że Cię widzę. - Zbliżył się do mnie i popatrzył w moje oczy.
- Chyba musisz już iść. - Zrobiłam smutną minę i wskazałam dłonią na zniecierpliwionego trenera.
- Niestety..- Jego mina również posmutniała.- A nie zechciałabyś pójść ze mną na kolację? To znaczy jak się przebiorę oczywiście. - W jego oczach pojawiły się iskierki.
- Zechciałabym tylko że ja przyjechałam z kolegami a oni zaraz wracają i nie miałabym potem jak wrócić do Spały. -Wytłumaczyłam z miną zbitego psa.
- A jak obiecam że Cię odwiozę pod sam hotel? - Zrobił z ust podkówkę i nie mogłam mu odmówić.
- Hm.. no ok. - Uśmiechnęłam się na myśl o wspólnym wieczorze.
- To ja pójdę się przebrać do szatni a ty uprzedź znajomych że wrócisz trochę później. - Puścił mi oczko i dołączył do grupki siatkarzy a ja poszłam się wyspowiadać Maćkowi czemu z nimi nie wracam. Boże...
- Dobra to ja lecę bo za parę minut mam pociąg.- Powiedziała moja przyjaciółka przytulając Maćka i podeszłą do mnie. - Romans z Andersonem kwitnie. - Wyszeptała mi do ucha podczas uścisku.
- Zadzwonię do ciebie potem i wszystko opowiem. - Znacząco spojrzałam się w stronę Matta i posłałam jej serdeczny uśmiech. Dałam jej buziaka w policzek i wyszła z hali.
- Maciuś..?- Nieśmiało spojrzałam na chłopaka.
- Co tam? - Posłał mi swój zabójczy uśmiech.
- Bo wiesz.. ja wrócę trochę później bo obiecałam Andersonowi że dzisiejszy wieczór z nim spędzę bo dawno się nie widzieliśmy i w ogóle. - Zagryzłam dolą wargę patrząc na nie za wesołą twarz siatkarza.
- Jesteś już dużą dziewczynką więc jeżeli chcesz to idź ale czym ty wrócisz? - Popatrzył na mnie z troską.
- Matt powiedział że mnie odwiezie. Spokojnie, nie martw się tak. - Uśmiechnęłam się a Muzaj odwzajemnił gest.
- Rudziu.- Położył swoje ręce na moich ramionach a nasz spojrzenia się spotkały. - Nie wróć za późno. - Potargał mi włosy i pocałował w skroń.
- Dobrze tatusiu. - Roześmiałam się i ruszyłam w stronę wyczekującego Amerykanina.




I na Wasze życzenie pojawił się "Matt za piękny na ten świat" xD

Dzisiaj naraziłam życie pisząc ten rozdział bo mi gniazdko wybuchło i korki wyje... wywaliło :P
Na razie tata to naprawił ale jest możliwość że to się powtórzy (albo mnie pieprznie prąd) więc jeśli mnie długo nie będzie to wybaczcie ale to z powodów technicznych.. :(
A tymczasem zachęcam do komentowania!
Buziaki :*

czwartek, 7 sierpnia 2014

          ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Wreszcie nadszedł dzień meczu USA- Iran na który miałam jechać nie tylko z chłopakami ale też z Anką. Wstałam z łóżka w znakomitym nastroju i pobiegłam ogarnąć się do łazienki. Gdy z niej wyszłam sprawdziłam telefon czy aby nikt nie dzwonił i wyszłam z pokoju. Energicznym ruchem dłoni zapukałam do drzwi Maćka. - Hej. Gotowy? - Spytałam stojąc w drzwiach jego pokoju. - Cześć. - Przywitał mnie promienistym uśmiechem. - Zwarty i gotowy. A jak tam twoje nogi? Nie ma zakwasów po wczorajszym? - Pstryknął mnie palcem w nos i zaczął się głośno śmiać. - No bardzo śmieszne. - Wystawiłam mu języka i poszliśmy na śniadanie. Przywitałam się z chłopakami i zajęłam się jedzeniem. - Mańka a ta twoja koleżanka to gdzie mieszka? Bo z dojazdem może być problem. - Zaczął rozmowę Wojtek. - Dzwoniłam do niej wczoraj i mówiła że przyjedzie do Krakowa pociągiem więc nie ma się o co martwić. - Szeroko się uśmiechnęłam i wróciłam do jedzenia. Po śniadaniu była chwila przerwy i trening. Dzień był ciepły więc trener postawił na ćwiczenia na zewnątrz. Dla mnie nawet lepiej bo lubiłam bawić się światłem podczas robienia zdjęć. Pan Andrzej dał im niezły wycisk więc po treningu szybko poszli do szatni a ja udałam się do siebie zgrać zdjęcia na laptopa i umieścić je na stronce. Po skończeniu mojej pracy weszłam na Skaypa i porozmawiałam z Igłą. - Ale tęsknisz za nami chociaż trochę? Bo Kurek tu mi się cały czas drze za uchem żebym Cię od niego pozdrowił. - No nie wierze że Bartuś się za mną stęsknił. Prawie się wzruszyłam. - No jasne że tęsknie! A Bartka masz ode mnie ucałować no i Winiara oczywiście. - Roześmiałam się po czym dodałam już poważnie. - A jak tam Fabian? - No wiesz.... zabrał ze sobą Sandrę i myślę że są razem szczęśliwi, choć ostatnio się o ciebie pytał czy wszystko u ciebie w porządku. - Wytłumaczył libero. - Właśnie, wszystko u ciebie w porządku? Kadra B się podoba? - Przy słowie "podoba" słychać było śmiech mężczyzny. - Podoba. - Uśmiechnęłam się do ekranu. - Nawet nie są tacy źli. - Porównałam sobie zachowanie siatkarzy z kadry B i moich siatkarz i doszłam do wniosku że na serio nie są tacy źli. - Wiesz.... tam tylu młodych, przystojnych chłopaków... nie wpadł Ci w oko żaden? - No wiedziałam! Tak czułam że weźmie mnie na pod pytki. Skoro chce wiedzieć.. - Jest taki jeden młody, wysportowany, niezbyt wysoki mężczyzną. Bardzo przystojny i inteligentny a na dodatek zabawny!- Hmm uwierzy czy nie? - Mańka ale ja jestem żonaty!- Po tych słowach oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. - No dobra, a tak na serio? - Powiedział Krzysiek prawie się już nie śmiejąc. - Nikogo nie mam jeśli o to Ci chodzi i nie oglądam się za chłopakami bo to jak dla mnie za szybko. Ale muszę przyznać ze jest na czym oko zawiesić. - Przypomniała mi się akcja z Maćkiem jak spał bez koszulki a ja ściągnęłam z niego koc więc postarałam się stłumić śmiech. - Mała jesteś kochana. Muszę już iść bo jest obiad a te hieny nic nie zostawią biednemu Krzysiowi więc papa. - Przesłałam mi buziaki i się rozłączył.
Zerknęłam na zegarek i szybko zeszłam na dół bo jeszcze chwila a spóźniłabym się na obiad. Rozejrzałam się po stołówce i zobaczyłam że Muzaj zajął mi miejsce więc odetchnęłam z ulgą. Zjedliśmy obiad, kolejny trening i wreszcie mój wymarzony mecz! Gdy tylko skończyłam robić swoje obowiązki otworzyłam szafę i zastanawiałam się co na siebie nałożyć gdy ktoś zapukał do drzwi. - Hej. Nie przeszkadzam? - Uśmiechnął się Maciek i rzucił się na łóżko zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. - Nawet dobrze że jesteś to mi pomożesz bo nie mogę się zdecydować co założyć. - Ułożyłam usta w dzióbek i wzięłam do ręki moją ukochaną niebiesko - czerwoną koszulę i jeansowe rurki. - Elegancko i luźnie - Uniosłam do góry mój zestaw.- Czy może nadal elegancko ale mniej luźnie?- Wskazałam na jaśniejszą koszulę i czarne rurki. - Hmm.. w co się nie ubierzesz i tak wyglądasz ślicznie ale myślę że bardziej stosowny będzie zestaw numer jeden. - Podparł brodę ręką i zrobił zabawną minę niczym jakiś projektant mody. - Ojj Muzaj i teraz mi namieszałeś.. ale niech Ci będzie. - Wzięłam mój strój i poszłam się w niego przebrać do łazienki. - Rozpuszczone czy kłosek? - Wychyliłam głowę z łazienki w stronę wylegującego się siatkarza. - Co? - Spojrzał rozkojarzony. - Aaa, chodzi Ci o włosy? Proponuję kłoska ale nie jestem pewien czy to ta sama fryzura co myślę. - Szeroko się uśmiechnął a ja pokręciłam tylko głową. Odgarnęłam włosy tak aby nie przeszkadzały mi w robieniu makijażu. Tak, robiłam makijaż ale lekki bo to w końcu tylko mecz. Gdy skończyłam malować oczy rozczesałam moje długie, rude włosy i zaplotłam kłoska. Spryskałam się perfumami od Anki i nałożyłam moją ulubioną bransoletkę. Ostatni raz zobaczyłam się w lusterku i weszłam do pokoju. Lekko chrząknęłam by zwrócić uwagę Maćkowi a ten chyba zaniemówił. - Ty.. woow! Wyglądasz prześlicznie! - Chłopak wypuścił z rąk swój telefon który na szczęście upadł na łóżko.
- To jak? Jedziemy? - Podałam chłopakowi jego komórkę i wyszliśmy z pomieszczenia. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki żeby poinformować ją że my już wyjeżdżamy i dołączyłam do grupki siatkarzy. - A tak w ogóle to czym jedziemy? - Spytałam patrząc na parking przed hotelem. - Widzisz to czarne cacko? - Ferens wskazał palcem na naprawdę niezłą brykę. - Ciekawe ile wyciąga. - Chłopaki zaczęli się śmiać przez co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło. - Co wy bierzecie? - Uniosłam jedną brew i znów się roześmiałam. - Czyli mam rozumieć że jedziemy waszym autokarem? - Dodałam już normalnym tonem. - Tak jest pani fotograf. - Wojtek puścił mi oczko i weszliśmy do naszego środka transportu. Z początku droga mi się bardzo dłużyła ale to złudzenie minęło gdy zaczęliśmy śpiewać. Nim się obejrzałam byliśmy już pod halą. Wysłałam Ance sms'a gdzie jesteśmy i po paru minutach zobaczyłam jakąś wariatkę biegnącą w naszą stronę. - Aaaa Mańka!! - Dziewczyna rzuciła mi się na szyję nawet nie zwracając uwagi na moich towarzyszy. - Ops, przepraszam. Jestem Ania. - Uroczo się uśmiechnęła a jej twarz spłonęła rumieńcami. Gdy zapoznała się już z siatkarzami pogadałam jeszcze chwilę z nią i z Maćkiem i weszliśmy na halę.



No to sobie jeszcze poczekacie do następnego rozdziału na spotkanie Mańki z Mattem :D
Dziękuję za tyyyle wyświetleń i za komentarze! Mam nadzieję że będzie ich coraz więcej :)
Pozdrawiam ;*

środa, 6 sierpnia 2014

     ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI 

Ciężko uwierzyć ale to już czwarty dzień mojego pobytu w Spale z kadrą B. Rano jak co dzień zadzwonił budzik a ja leniwie wstałam z łóżka. Zza okna świeciło piękne słońce wiec postanowiłam ubrać shorty i krótką podkoszulkę. Włosy związałam w luźnego koka i poszłam do Maćka żeby zgarnąć go na śniadanie. Zapukałam do jego drzwi i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. 
- Maciek wstawaj. Czemu ty jeszcze leżysz? - Stanęłam na przeciwko rozłożonego na łóżku Muzaja i wyczekująco się przyglądałam.
- Jeszcze pięć minut.. proszę. - Zamknął oczy a ja ściągnęłam z niego koc odkrywając idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową. O mój Boże! Skąd ja mogłam wiedzieć że on jest bez koszulki? Natychmiast puściłam koc i tępo wpatrywałam się w chłopaka który podniósł się do pozycji siedzącej. Moje serce dostało palipitacji! Z wielkim trudem oderwałam wzrok od siatkarza a raczej jego mięśni. - A nie mogę tu zostać a ty mi przyniesiesz śniadanie? - Spojrzał na mnie tym swoim błagalnym wzrokiem. Było mi ciężko ale w końcu coś z siebie wydusiłam.
- Chyba sobie żartujesz. Wstawaj!- Wskoczyłam na łóżko i poczochrałam mu jego bujną czuprynę. 
- W takim razie ty śpisz razem ze mną.- Powiedział zaspanym, lekko zachrypniętym głosem i złapał mnie w tali kładąc koło siebie na łóżku. Próbowałam się wydostać z jego żelaznego uścisku ale wszystko na nic. 
- Maciek to nie jest śmieszne..- Powiedziałam badawczo patrząc się na chłopaka który leżał na łóżku z zamkniętymi oczami. Zrezygnowana spóściłam głowę na tors siatkarza. Moje serce po raz kolejny biło jak opętane i z tego co słyszałam jego również. Głośno przełknęłam ślinę i nie odrywałam wzroku od leżącego obok mnie chłopaka. Wyglądał tak słodko i bezbronnie jak spał. Im dłużej z nim leżałam tym bardziej nie chciało mi się wstawać. - Ej, ale wiesz że śniadanie już jest a ja jestem głodna? Chcesz żebym umarła z głodu? - Mówiłam prawie szeptem wprost do jego ucha. Siatkarz momentalnie otworzył swoje hipnotyzujące, czekoladowe oczy i spojrzał prosto w moje. 
- Ach, niech stracę. Nie chcę Cię mieć na sumieniu. - Posłał mi zabójczy uśmiech i poszedł do łazienki a ja sięgnęłam po lusterko leżące na szafce. Byłam cała czerwona. Co się z tobą dzieje, Mańka ty się rumienisz! 
- Jesteś piękna, zostaw to lusterko, chodź bo podobno byłaś głodna.- Powiedział jednym tchem i pociągnął mnie za nadgarstek. 
- Muzaj od dzisiaj chodzisz spać po dobranocce.- Posłałam mu sztuczny uśmiech i weszliśmy do stołówki. 
- Oo hej gołąbeczki. Uu noc była upojna skoro na śniadanie się wstać nie chciało?- Palnął Ferens na co Maciek uderzył go palcem w czoło. Gdy już zaczęłam jeść posiłek coś mi się przypomniało. 
- Słyszałam że jedziecie jutro na mecz do Krakowa. - Wymamrotałam wgryzając się w kanapkę.
- JedzieMY.- Poprawił mnie mój przyjaciel a ja szeroko się uśmiechnęłam. 
- A nie znalazł by się jeszcze jeden bilet?- Zagryzłam wargę i spoglądałam na chłopaków.
- Jasne. A dla kogo jeśli można wiedzieć?- Wszystkie oczy skierowane były w moją stronę aż mi się śmiać zachciało jak widziałam ich ciekawość. 
- Dla mojej przyjaciółki. Ale na pewno nie robię wam kłopotu? - Siatkarze przecząco pokiwali głowami a mi kamień spadł z serca. Gdy skończyłam jeść szybko pobiegłam po telefon i wybrałam numer Anki. 
- Hej. Mam dla ciebie super wiadomość! Jedziemy na mecz! - Wykrzyczałam podekscytowana do słuchawki. 
- Żartujesz? Ale... ale że na TEN jutrzejszy mecz?! - Słyszałam jej pisk i zaczęłam się głośno śmiać. 
- Ej a tak w ogóle to wiesz kto gra? - No tak, dopiero teraz zorientowałam się że nie mam zielonego pojęcia kto jest rywalem Iranu. 
- Serio nie wiesz? USA gra z Iranem. - Powiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie a ja wstrzymałam oddech. Nie mogłam uwierzyć że znowu zobaczę Andersona. Pewnie mnie nie pozna ale jakaś cząstka mnie mówiła że to będzie wyjątkowy dzień. Skończyłam rozmawiać z moją przyjaciółką i zeszłam na trening w znakomitym nastroju. Nic dzisiaj nie mogło popsuć mi humoru!
- Komu będziesz kibicowała? USA czy może Iran? - Spytał Ferens siadając obok mnie na ławce. 
- No wiadomo że USA. - Dumnie uniosłam brodę po czym dodałam. - A ty Wojtku? - Uśmiechnęłam się szeroko na samą myśl o meczu. 
- Powiem Ci że lubię Amerykanów ale trzymam kciuki za Iran. Wiesz, to taki czarny koń Ligi. - Zrobił minę myśliciela i oboje zaczęliśmy się śmiać. Trening miną szybko jak i prawie cały dzień. W sumie ja to już żyłam jutrzejszym wieczorem. Po kolacji postanowiłam przejść się do Maćka zobaczyć co porabia. 
-No heej. - Posłałam mu piękny uśmiech który odwzajemnił tym samym. 
- Hej Rudzia. - Już miałam go ochrzanić za tą 'Rudzie' ale nie dał mi dojść do słowa.- Nie nudzi Ci się przypadkiem? Bo jeżeli by Ci się nudziło to mam propozycję nie do odrzucenia. - Pokazał rząd swoich białych zębów a ja zaczęłam się bać. 
- Znając ciebie to pewnie coś głupiego... To na co czekamy? - Usiadłam koło niego na łóżku wyczekując że zdradzi co będziemy robić. 
- W sumie na nic. - Złapał mnie za rękę i szelmowsko się uśmiechał. 
- Ejj no ale gdzie idziemy? Nie wiem jak się ubrać. - Wymyślałam argumenty żeby powiedział gdzie mnie zabiera. 
- Masz buty na szpilkach? - Przystanął i popatrzył się na moje nogi.
- Yyy nie. A to mam nałożyć? - Zdziwiłam się i stałam jak ten kołek nadal nic nie wiedząc. 
- Nie! Jak nie chcesz się połamać to lepiej nie. - Roześmiał się a ja go szturchnęłam. Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się w zupełnie inną stronę niż się spodziewałam. Myślałam że może chce do kina iść albo do baru a ten ciągnie mnie w przeciwną stronę niż mieszka cywilizacja. Rozmawialiśmy na różne tematy i nawet nie zauważyłam że jesteśmy już na miejscu. 
- Parki linowy? - Nie mogłam pohamować śmiechu który udzielił się również Maćkowi. 
- Chciałaś coś głupiego więc.. - Podał mi jakiś ogromny hak którym niby miałam się przypiąć. Wzięłam go do ręki która szybko opadła pod ciężarem tego żelaznego czegoś.
- Daj, pomogę Ci niezdaro. - Roześmiał się i przypiął mnie do liny. - Ale na pewno chcesz tam wejść? - Spytał całkiem poważnie z troską w głosie. 
- Pff, myślałeś że wymięknę? - Wystawiłam mu języka i szybko poszłam w stronę rozwieszonych na drzewach lin. Było już ciemno ale wszystko było dokładnie oświetlone. Gdy wspięłam się wyżej widok był piękny, aż zatykało wdech w piersiach. 
- Mam Cię! - Maciek złapał mnie od tyłu w tali a ja podskoczyłam. 
- Głupku, przestraszyłeś mnie. - Siatkarz zrobił smutną minkę a ja nie mogłam się na niego gniewać.
- Podoba Ci się? - Spytał a ja zrobiłam z ust dzióbek.
- Czy ja wiem... No pewnie że tak! - Mocno go uścisnęłam zahaczając swoją ręką o jego hak.
- Ałaa! Osz ty...- Złapałam się za dłoń i zmrużyłam oczy. - Lepie wiej. - Chłopak dał kilka kroków do tyłu cały czas się śmiejąc a ja zaczęłam go gonić. Cały wieczór minął mi cudownie! Już dawno się tak dobrze nie bawiłam. Śmiechu było nie mało i to było najfajniejsze. Dopiero gdy wyszliśmy z parku linowego poczułam chłód na mojej skórze. Zatrząsnęłam się delikatnie i zazgrzytałam zębami.
- Hej, może chcesz moją bluzę?- Nie czekając na odpowiedź zaczął ściągać górną część garderoby. 
- Nie, no coś ty. Zmarzniesz przeze mnie. - Popatrzył na mnie poważnym wzrokiem. 
- Zakładaj i bez dyskusji. - Podał mi szary materiał pachnący jego perfumami. 
- Następnym, razem jak powiesz że mnie gdzieś zabierasz to już będę wiedziała żeby spodziewać się czegoś niespodziewanego. - Zaczęłam się śmiać ściskając rękawy jego buzy. Znów się zagadałam i chciałam ominąć nasz hotel! 
- Halo, ziemia do Rudzi. To nasz hotel. - Zasłonił mi ręką usta głośno się śmiejąc. Weszliśmy do środka i od razu oddałam chłopakowi bluzę żeby znowu nie zapomnieć. Maciek odprowadził mnie pod same drzwi a ja nieśmiało się do niego uśmiechnęłam.
- Ten wieczór był bardzo fajny i dziękuję że mnie na niego zabrałeś. - Przysunęłam się do siatkarza składając buziaka na jego policzku. - A i dziękuję za bilety na jutrzejszy mecz! Nawet nie wiesz jak się cieszę. - Szeroko się uśmiechnęłam patrząc na Muzaja.
- Nie ma za co. To była przyjemność. - Pociągnął mnie do siebie i mocno przytulił. - A za bilety podziękuj Wojtkowi. - Posłał mi uśmiech i poszedł do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i podeszłam do okna rozmyślając o jutrzejszym meczu. Byłam bardzo ciekawa czy Matt mnie rozpozna a raczej miałam taką nadzieję. Zastanawiałam się co mu powiem jak go zobaczę.. Szybko sobie wybiłam z głowy te myśli i poszłam do łazienki wziąć gorącą kąpiel i odeszłam do krainy Morfeusza. 



Hej kochani :) Wróciłam po krótkiej nieobecności i oddaję kolejny rozdział w Wasze ręce :D
Jak myślicie, spotkanie z Mattem zmieni coś w życiu Mańki? A może Anderson nie pozna swojej 'koleżanki' z poprzedniego meczu w Polsce? 
Pozdrawiam :* 
Ps. Dziękuję mojej kochanej Anii która daję mi coraz to nowsze pomysły <3 

niedziela, 3 sierpnia 2014

        ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY 

Rano obudziłam się o dziwo zanim zadzwonił budzik. Otworzyłam leniwie oczy i zauważyłam że jeszcze mam godzinę do śniadania więc poleżałam kilka minut rozmyślając. Hmm podsumowując ostatni miesiąc mojego życia stwierdzam że wszystko działo się za szybko. Wyjazd na mecz, dostanie piłką, poznanie Matta, praca fotografa z reprezentacją, związek z Fabianem, wyjazd siatkarzy do Francji, moja nowa praca z kadrą B. Nadal leżąc doszłam do wniosku że bycie fotografem 'młodziaków' jest najlepszym rozwiązaniem żeby uciec od nieudanego związku z Drzyzga. Tu w Spale sobie wszystko poukładałam, Maciek jest dla mnie bardzo dobry ale jeszcze zbyt krótko się znamy żebym mogła nazwać go przyjacielem lecz mam w nim wsparcie. Moje przemyślenia przerwał dźwięk budzika. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. W miarę szybko się ogarnęłam i wyszłam z pokoju. Postanowiłam zajść po Maćka bo z nim się jakoś tak raźniej czułam. Już miałam zapukać gdy usłyszałam muzykę dobiegającą z pomieszczenia. Delikatnie otworzyłam drzwi i cicho zachichotałam widząc jak chłopak tańczy myjąc zęby. Chyba próbował śpiewać ale coś słabo mu to wychodziło ze szczoteczką do zębów w ustach.
- Najlepszym mikrofonem jest szczotka do włosów. - Głośno się roześmiałam i padłam na łóżko.
- Może duet? - Rzucił mi dezodorant i włączył dobrze znaną mi piosenkę. Z głośników popłynęła muzyka którą ledwo co było słychać przy naszym darciu.
 - Ruda tańczy jak szalona. Krzyczy, piszczy to jest ona!! - Krzyczeliśmy na cały regulatgor tańcząc jak para wariatów która uciekła zpsychiatryka ale who care? Po piosence Maciek padł obok mnie na łóżko i śmielismy się z własnej głupoty. Gdy się opanowaliśmy a przynajmniej tak mi się zdawało to ze znakomitymi humorami udaliśmy się na śniadanie. Przywitałam się z chłopakami i usiadłam z nimi przy stoliku. 
- Co wy tacy weseli od rana? - Badawczo spojrzał na nas Wojtek a my wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i znów zaczęliśmy się śmiać. 
- A bo widzisz Wojtuś.. ja to w ogóle wesoły chłopak jestem. - Zrobił minę myśliciela co sietkarze skwitowali gromkim śmiechem. Śniadanie minęło szybko, pan Andrzej dał mi potrzebny sprzęt i ogłosił że każdego dnia treningi będą od 10.00 do 12.00 i od 15.30 do 17.30. Po odniesieniu swojego talerza poszłam do pokoju bo przypomniało mi się że mam coś do zrobienia. Sięgnęłam do szafki po prezent który dostałam od Igły i reszty sietkarzy. Otworzyłam karton i co widzę? Nowiutką lustezankę! No nie mogłam uwierzyć że tyle na mnie wydali. Złapałam za urządzenie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia z hotelu alby sprawidzić jak się sprawuję muje nowe cudeńko.Wyszłam przed budynek i zauważyłam że ktoś siedzi na ławcę. Podeszłam bliżej i zobaczyłam wpatrzonego gdzieś w dal Muzaja. 
- Buuum!! - Wydarłam mu się do ucha a ten momentalnie się dowrócił. 
- Dziewczyno w ciągu dwóch dni dwa razy dostałbym przez ciebie zawału. - Posłał mi zabójczy uśmiech i teraz to ja zamarłam. - Co powiesz na spacer? Mamy jeszcze trochę czasu do treningu. - Szeroko się uśmiechnęłam i twierdząco pokiwałam głową. 
- A pójdziemy na lody? - Zrobiłam najsłodszą minkę jaką potrafiłam a chłopak zaczął się śmiać.
- Nie patrz tak na mnie bo wtedy nie potrafię Ci niczego odmówić. - Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy na poszukiwanie budki z lodami. Po drodzę zrobiłam kilka naprawdę dobrych zdjęć, chłopaki mieli gest kupując mi ten aparat. Byłam im bardzo wdzięczna i postanowiłam że wieczorem zadzwonię do Krzyśka. Tymczasem bardzo dobrze rozmawiało mi się z Maćkiem. Rozumieliśmy się prawie bez słów. Po kilkunastu minutach marszu doszliśmy do lodziarni. 
- To ty poczekaj na ławcę a ja kupię lody.Yyy śmietankowe o ile dobrze pamiętam? - Wyszczerzył się a ja byłam pod wrażeniem że pamiętał. Rozłozyłam się na ławcę i przymknęłam oczy gdy usłyszałam płacz dziecka. Podniosłam głowę i zobaczyłam małego, rozpłakanego chłopczka stojącego przed rozciapanym na chodniku lodem. Szybko podszedł do niego Maciek, wziął go na ręce i podszedł do budki gdzie sprzedawano lody. Usłyszałam kawałek ich rozmowy i mimowonie się uśmiechnęłam.
- To co może być duuża porcja czekoladowych?- Spytał Muzaj nadal trzymając dziecko na rękach.
- Taaaak! - Usłyszałam głośny ale słodziutki głosik chłopczyka. Pani sprzedawczyni dała chłopaką naprawdę duużą porcję lodów a ten mały słodziak mocno uściskał szyję Maćka. Wyglądali tak uroczo gdy trzymał tego chłopczyka na rękach. Siedziałam i wpatrywałam się jak mały kolega odchodzi i macha do Muzaja. 
- Maciek jestem z ciebie dumna mój ty bohaterze!- Powiedziałam i dałam mu buziaka.
- Jeżeli będę dostawal takie nagrody to chcę zostać supermenem. - Ouścił mi oczko i zaczęliśmy iść w stronę hotelu zajadając się lodami. Po powrocie byłam wykończona a zaraz miał być trening. Nawet się nie kładłam odpocząć tylko włączyłam laptopa i zgrałam zdjęcia. Gdy skończyłma zeszłąm na dół gdzie byli już chłopaki z trener więc zabrałam się za robienie zdjęć. Po obiedzie wreszcie miałam chwilę na odpoczynek ale ktoś śmiał mi przerwać pukając do drzwi mojego pokoju. 
- Muzaaaj! Ja chcę spać. - Wydarłam się przykrywając głowę poduszką.
- Jakie spać? Miałaś zadzwonić do Anki i mnie z nią poznać. Żądam wiedzieć z kim się zadajesz. - Powiedział surowym tonem by po chwili wybuchnąć śmiechem. Jakimś cudem udało mu się mnie ściągnąć z łóżka więc zrobiłam mu tą przyjemność i zadzwoniłam do Anki w celu poznania ją z Maćkiem.
- Jak się ma moja naqjukochańsza przyjaciółeczka? - Powiedziałam gdy tylko odebrała.
- No wreszcie dzwonisz! - Syknęła ale i tak wiedziałam że na jej twarzy jest uśmiech. 
- Dzwonicie. - Poprawiłam dziewczynę i wyjaśniłam całą tą sytuację ale nie obyło się bez wpadek. 
- Ten Maciej Muzaj?! I ty jeszcze przy nim nie zemdlałaś? Ejj on też mnie słyszy? - Nie czekając na odpowiedz wydarła się jak głupia do słuchawki. - Maciek ona Cię wielbi!! - Boże z kim ja się zadaję?
- Nie słuchaj jej! To nie prawda po prostu szanuję Cię jako zawodnika o! - Wytłumaczyłam ale śmiech Anki mówił sam za siebie. Rozmowa we trójkę bardzo nam się kleiła i skończyliśmy dopiero przd treningiem tak się zagadaliśmy! Po treningu każdy był wyczerpany i nareszcie miałam spokój. Połorzyłam się na łóżku i usnęłam. Mniej więcej tak mijały mi kolejne trzy dni. Trzymaliśmy się wyznaczonego grafiku a wolny czas spędzałam z Maćkiem. Bardzo się do niego przywiązałam i teraz mogę powiedzieć że jest moim prawdziwym przyjacielem. Dobrze się dogaduję z Anką i cieszę się że ich poznałam bo świetna z nas paczka. Teraz musze tylko zaaranżować spotkanie... Coś słyszalam że chłopaki chcą jechać na mecz do Krakowa to może by zabrali mnie a Ance skołowali bilet? Hmm muszę ubłagać Maćka i może się zgodzi. Swoją drogą nawet nie wiem kto ma grać ten mecz. Chyba Iran ale z kim to już muszę się dopytać. 




Przepraszam że taki krótki ale nie miałam na niego pomysłu. A no i mam do Was pytanie! :) 
KTÓREGO z bohaterów lubicie najbardziej i DLACZEGO?
a) Fabiana
b) Maćka, 
c) Matta,
Ps. Chciałabym Wam coś jeszcze powiedzieć :D Jesteście najlepszymi czytelnikami ever! Mój blog został wyświetlony ponad 3.000 razy!! DZIĘ-KU-JĘ :*

sobota, 2 sierpnia 2014

                       ROZDZIAŁ DWUDZIESTY 

- Osz kurwa!!- Wydarłam się czując jakbym uderzyłam kręgosłupem o kamień. Szybko zerwałam się z łóżka i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.. - Co ty robisz na moim łóżku? - Chciałam żeby mój głos nie był zbyt donośny ale sądząc po minie chłopaka nie udało mi się.
- Rudzia?! Jezu.. dziewczyno chcesz żebym dostał zawału? A tak w ogóle co ty tu robisz?! - W jego oczach widziałam przerażenie, najwyraźniej spał jak się rzuciłam na łóżko. Mimowolnie się uśmiechnęłam bo mina siatkarza wyglądała komicznie.
- Co ja tu robię? Hmm właściwie to miałam iść spać. - Powiedziałam cicho chichocząc.
- Już chciałaś iść spać? Pff, myślisz że jestem taki łatwy? - Popatrzył na mnie poważnie po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - O ile się nie mylę nasza kadra pojechała już na zgrupowanie do Francji, nie poleciałaś z nimi? - Usiadł na łóżku uważnie mi się przyglądając.
- To znaczy że wy jeszcze nie wiecie? No bo tak się składa że aktualnie będę waszym fotografem. - Dlaczego akurat on musiał leżeć na tym łóżku? Czułam jak moje policzki spłonęły. Nie mogłam sobie wybaczyć że widział mnie w takim stanie pod halą w Krakowie. No super.. pewnie już każdy wie że ta nowa fotograf to ta co beczała jak idiotka na meczu.
- Na serio? No to super! - Na twarzy chłopaka pojawił się promienisty uśmiech. - A czemu wparowałaś do mojego pokoju? Nie żebym, miał coś przeciwko.. - Ja się przesłyszałam czy on powiedział "mojego"?
- Yyy bo to jest mój pokój? - Spytałam z nutką zażenowania.
- Yyy no chyba nie? A z resztą ja tu byłem pierwszy. - Zadowolony Muzaj rozłożył się na posłaniu.
- Ejj ja się tak nie bawię! Wstawaj z mojego łóżka i nawet sobie nie żartuj że jest twoje. - Powiedziałam zakładając ręce na piersi.
- Nie spinaj się tak bo wybuchniesz. - Powiedział jak zwykle rozbawiony choć nie wiem z czego Maciek. - Choć, pójdziemy do recepcji i wtedy się wszystko wyjaśni. - Złapał mnie za rękę i pociągną w stronę wyjścia z pokoju. Zeszliśmy na dół i oboje rzuciliśmy się na starszą panią siedzącą w recepcji.
- Przepraszam, nazywam się Julia Bryk. Może pani uświadomić tego oto człowieka gdzie jest jego pokój? - Wskazałam dłonią na siatkarza za co dostałam kuksańca w bok.
- Dla pana Muzaja zarezerwowany jest pokój nr.305. Macie państwo jakiś problem? - Spytała przyjaźnie kobieta a ja zobaczyłam triumfalny uśmiech Maćka.
- To w takim razie który pokój jest mój? - Powiedziałam z przerażeniem.
- Chwileczkę.. Ach tak, przepraszam najmocniej! Chyba wkradł się mały błąd. Pani Bryk ma przydzielony pokój 305 a pan Muzaj 304. Chyba że pokój miał być dla dwojga, w takim razie polecam..
- Nie! - Szybko zareagowałam po czym dodałam ciszej.- Nie, nie trzeba. Dziękujemy pani bardzo. - Uśmiechnęłam się do kobiety.
- Ale.. ale jak to 304? Ja protestuję. - Siatkarz przytupnął nogą niczym mała dziewczynka co wywołało mój śmiech.
- O nie, nawet nie myśl że zamienię się z tobą pokojami. - Wystawiłam mu języka i szybko pobiegłam na górę. Maciek zrezygnowany powoli za mną szedł aby wziąć swoje rzeczy z MOJEGO pokoju.
- Żegnaj moje łóżeczko.- Teatralnie otarł łzę i pociągnął nosem. Miał już wychodzić gdy coś mi się przypomniało.
- Maciek! Chyba mam coś twojego..- I drugi raz w ciągu tego dnia miałam rumieńce.
- Ale oprócz pokoju? - Ehh i znowu się uśmiecha.
- Przepraszam Cię za wczoraj. Bardzo przeżywałam.. - Te słowa nie mogły mi przejść przez usta.-  Przed tą halą totalnie się rozkleiłam i narobiłam Ci tylko problemów. - Spuściłam wzrok.
- Nie, no coś ty! Nie do końca wiedziałem czemu wczoraj płakałaś ale nie naciskam i jeśli nie chcesz to nie musisz mówić. Zawsze pamiętaj że jak będziesz chciała się wygadać to jestem do twoich usług Rudzia. - Potarł swoją dłonią moje ramię które przeszedł przyjemy dreszcz.
- Dziękuję Ci. - Lekko uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Nie żebym coś mówił ale mogłabyś mi oddać moją bluzę? - Posłał mi swój firmowy uśmiech nr.4  pod tytułem "Hej maleńka, nie zapomniałaś o czymś?" Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło i znalazłam ciemną bluzę przesiąkniętą męskimi perfumami.
- Proszę. - Uśmiechnęłam się a chłopak odwzajemnił gest i wyszedł z pokoju. Uff, Maciek na szczęście nikomu nie wygadał w jakim byłam stanie po meczu i co zaszło tego wieczoru. Myślę że byłby z niego dobry materiał na przyjaciela. Uśmiechnęłam się sama do siebie przytulając moje miękkie i cieplutkie łóżko zapominając o całym świecie błądząc w krainie snu. Całkiem zapomniałam o nastawieniu budzika a przecież miałam jeszcze iść na kolację. Przebudziłam się po kilku godzinach i spojrzałam na zegarek. No pięknie, 18.55! Jeżeli kolacja jest tak jak wcześniej to mam pięć minut na ogarnięcie się. Szybko pobiegłam do łazienki żeby rozczesać włosy i zmienić spocone ubranie. Złapałam za szczotkę do włosów i szybkimi ruchami rozczesałam włosy. Zdjęłam bluzkę i ręką próbowałam wyczuć górną część garderoby która powinna znajdować się na wieszaku. Zorientowałam się że zapomniałam jej wziąć z mojej torby i jak torpeda wbiegłam do pokoju.
Perspektywa Maćka:
Jest godzina 18.55 więc czas zbierać się na stołówkę. Wyszedłem z pokoju i spojrzałem na pomieszczenie znajdujące się obok. Hmm może zajdę po Rudzie bo pewnie nie wie o której jest kolacja. Lekko zapukałem do drzwi ale nikt mi nie dopowiedział. Nacisnąłem na klamkę i otworzyłem drzwi bo byłem przekonany że usnęła i chciałem ją obudzić. Wszedłem do pokoju i spojrzałem na łóżko które okazało się być puste. Widać było że ktoś na nim spał więc Mańka pewnie poszła do łazienki. Nie miałem co robić więc rozłożyłem się na posłaniu i czekałem aż dziewczyna wyjdzie z łazienki.
Perspektywa Julki:
 Wbiegłam do pokoju aby wziąć brakującą część garderoby i zamarłam.
- Mmm TAKI komitet powitalny to ja mogę mieć codziennie. - Zlustrował mnie wzrokiem z szerokim uśmiechem a ja spłonęłam rumieńcami.
- Nie patrz się!!! - Zasłoniłam prawie nagą część ciała poduszką i zaczęłam prawić kazanie. - Nigdy nie właź do mojego pokoju bez pukania! A tak w ogóle to wynocha z mojego łóżka!! - Założyłam bluzkę gdy chłopak odwrócił swój wzrok ale czułam że moja twarz nadal jest czerwonego koloru.
- Nie denerwuj się tak. Przecież nic się nie stało.- Zrobiła taką słodką, skruszoną minkę że nie mogłam się gniewać. - W ramach przeprosin zabieram Cię na kolację!- Wyszczerzył się niczym mysz do sera a ja wybuchłam gromkim śmiechem.
- Pff, myślisz że udobruchasz mnie jedzeniem? - Zrobiłam minę typu "Are you fucking kidding me?"
- Yyy właściwie to... TAK. - Pokazał rząd swoich białych zębów.
- No i masz rację!- Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę stołówki. Oboje głośno się śmieliśmy a ja zapomniałam o incydencie z podkoszulką. Trochę bałam się że chłopaki mnie nie polubią. Nie lubiłam gdy znajdowałam się w centrum uwagi a tego wieczoru właśnie tak było. Przed wejściem do stołówki zatrzymałam się i wzięłam głęboki oddech.
- Ej co się stało? - Spytał z troską w głosie Maciek.
- Trochę się boję że mnie nie polubią.- Spojrzałam w te jego duże, brązowe oczy.
- Oj to się zdziwisz.- Szeroko się uśmiechnął a ja posłałam mu pytające spojrzenie.- No bo każdy sobie wyobrażał że ta fotograf to pewnie jakaś wredna, stara babka albo jak mężczyzna to gej. - Otrząsnął się na samą myśl a ja zaczęłam się śmiać.
- Głupek z ciebie panie Muzaj.- Chłopak dodał mi pewności siebie a moje poczucie humoru znowu wróciło. Weszłam stanowczym krokiem przyciągając chyba wszystkie spojrzenia. Chciałam udać się do wolnego stolika koło pana Andrzeja ale Maciek złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę swoich kolegów. Rzuciłam w jego stronę mordercze spojrzenie na co ten się szeroko uśmiechnął.
- Hej chłopaki. To jest Mańka i będzie naszym fotografem więc możecie odetchnąć z ulgą. - Woow no to Maciuś mi prezentację niezłą zrobił.
- Cześć, miło Was poznać. - Uśmiechnęłam się chyba najładniej jak umiałam i usiadłam koło atakującego.
- Oo w takim razie mogę być twoim modelem.-  Wtrącił Ferens a ja ledwo co powstrzymywałam śmiech widząc miny chłopaków. Kolacja z nimi wyglądała podobnie jak z siatkarzami z reprezentacji. Nie obyło się bez krzyków, rozlanej herbaty i narzekania na surówkę. Siatkarze to chyba mają w genach darcie się przy jedzeniu. Po zjedzeniu posiłku doczołgałam się do mojego pokoju i od razu zadzwoniłam do Anki jej wszystko opowiedzieć. Sporo z nią gadałam ale powieki same mi się zamykały więc postanowiłam pożegnać  się z przyjaciółką i po dłuższej kąpieli iść spać. A nie, nastawiłam jeszcze budzik.



Hej No i kto się spodziewał takiego rozwoju sytuacji? Zapraszam do komentowania Jeżeli będzie więcej niż 6 komentarzy dodam następny rozdział. Pozdrawiam i życzę miłego czytania

piątek, 1 sierpnia 2014

         ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY 

Stałam jak sparaliżowana, cała we łzach i czekałam aż Fabian do mnie podejdzie. 
- Julka ja.. ja Cię przepraszam. - W jego głosie dało się dostrzec żal i smutek. - Wiem że zachowałem się jak palant i powinienem był wiedzieć że coś jeszcze czuję do Sandry. - Te słowa zabolały. Pociągnęłam nosem wycierając łzę ale nadal nic nie mówiłam. - Bardzo mi się podobałaś, byłem w tobie zauroczony bo jesteś naprawdę niesamowitą dziewczyną ale wszystko potoczyło się za szybko. - Chłopak zbliżył się do mnie i położył rękę na moim ramieniu. - Przepraszam Julia... wiem że mi tego nie wybaczysz ale ja naprawdę nie chciałem Cię skrzywdzić po prostu nie poradziłem sobie. Nie mogłem okiełznać własnych uczuć i teraz już wiem że to był błąd. Dałem Ci nadzieje, dałem ją nam. - Po moim policzku łzy spływały strumieniami. Chciałam coś wypowiedzieć ale słowa jakby ugrzęzły mi w gardle. Wzięłam głęboki oddech i wydałam z siebie wreszcie jakieś słowa.
- Rozumiem Cię..- Spojrzałam mu w oczy. W te przepełnione smutkiem tęczówki. - Nie zrobiłeś tego umyślenie ale.. nie chcę teraz o tym rozmawiać Fabian. To jest zbyt świeżę. - 'I zbyt bolesne' dodałam w myślach i weszłam do autokaru. Widziałam jak każdy coś szepczę, jak wszystkie oczy zwrócone są w moją stronę. Nie przejmowałam się tym i usiadłam na przodzie pojazdu gdzie było wole miejsce. Oparłam głowę o szybę i próbowałam opanować płacz. Nie chciałam żeby trener zobaczył w jakim jestem stanie. Szybko dojechaliśmy do hotelu a ja jeszcze szybciej pobiegłam do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku i pozwoliłam moim smutkom spłynąć na bluzę. O kurde... jeszcze tego brakowało! Jak siedziałam przed halą z Maćkiem przeszedł mnie zimny dreszcz a chłopak bez chwili zastanowienia dał mi swoją bluzę. Jestem beznadziejna... nie dość że zawróciłam mu głowę swoimi problemami to jeszcze bluzę ukradłam. W sumie nie dziwię się że nie mam chłopaka, który by chciał być z kimś takim jak ja? Moje życie tego dnia się wywróciło do góry nogami i to na moje własne życzenie. Wiedziałam że nie mogę liczyć na coś więcej ze strony Fabiana. Gdy kolejna fala płaczu napłynęła ktoś wszedł do mojego pokoju. 
- Jak się czujesz Mała? - Spytał Krzysiek i usiadł obok mnie na łóżku obejmując mnie ramieniem w geście wsparcia. 
- A jak mam się czuć? Podobno każdy człowiek zasługuję w życiu na miłość. A ja? Czy ja na nią nie zasługuję? Dlaczego akurat ja muszę cierpieć? Zaczynam wątpić czy jest taka osoba na świecie dla której ja mogłabym być całym światem... - Popatrzyłam w oczy libero i mocno się przytuliłam. 
- Nie mów tak. Jesteś wyjątkową dziewczyną i myślę że zasługujesz na kogoś równie wyjątkowego. Zobaczysz miłość sama do ciebie przyjdzie. Każdy musi się sparzyć żeby potem uczyć się na własnych błędach. - Mówił bardzo spokojnie i z taką wiarą w to co mówi. - A teraz powinnaś iść już spać. Jutro kolejny dzień pełen wyzwań. - Pocałował mnie w czoło i wyszedł a ja jeszcze przed snem postanowiłam wziąć zimny prysznic. Gdy wyszłam z łazienki położyłam się do łóżka i momentalnie usnęłam. Rankiem usłyszałam nieznośny dźwięk budzika i szybko się ogarnęłam bo za kilka minut miałam stawić się na holu. Dopiero teraz do mnie doszło że Liga Światowa dla nas się skończyła a reprezentacja miała jechać na zgrupowanie do Francji żeby przygotować się przed Mundialem. Jezu... co teraz ze mną będzie? Na pewno nie będę mogła jechać z nimi do Francji czyli reszta wakacji w domu. Moje przemyślenie przerwał głos Stefana. 
- A więc jak już wiecie przenosimy się do Franci aby nie tylko trenować ale też w wolnej chwili wypocząć. Niestety mam fatalne wieści...- Niepokojąco wzrok trenera przeszedł na moją osobę. - Julka niestety nie udało się załatwić żebyś z nami pojechała. Bardzo mi przykro. Chciałbym z tobą za chwilkę porozmawiać a wy chłopcy pakować się i do autokaru. - Wiedziałam że będę musiała się rozstać z siatkarzami. Najwyraźniej ta przygoda z siatkówką dobiegła już końca. Zobaczyłam że Antiga idzie w moim kierunku i zeszłam na ziemię.
- PZPS nie dał się namówić na jeszcze jednego członka wyprawy na zgrupowanie. Przykro mi ale mam dla ciebie taką propozycję. - Lekko się uśmiechną a ja spojrzałam pytająco. 
- O co chodzi? - Uniosłam kącik ust nadal patrząc z zaciekawieniem. 
- Podczas wczorajszego meczu widziałem się z Andrzejem Kowalem, trenerem kadry B. - Wziął oddech i kontynuował. - Poleciłem mu ciebie bo nie mogłem teraz tak Cię zostawić gdy obiecałem że masz parce załatwioną na miesiąc. Chłopaki teraz jadą do Spały a ty już jesteś tam obeznana.. pomyślałem że chciałabyś zostać ich fotografem. Zresztą doświadczenie już masz, Andrzej się bardzo ucieszył że podsyłam mu młode talenty. - Na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech. Szkoda mi było strasznie że będę musiała się rozstać z naszymi siatkarzami bo już się z nimi zżyłam. Nawet się przyzwyczaiłam do śpiewu Winiara a to o czymś świadczy ale trzeba żyć dalej. - To jak? Jesteś zainteresowana? - Spytał poważnym tonem Stefan.
- Yy tak! Oczywiście. - Czułam że w moim głosie wdarł się malutki entuzjazm. Może jak odizoluję się od Fabiana i dam sobie czas to znowu będę w stanie komuś zaufać? 
- My wracamy do Spały w której młodziki powinni już być więc się z nami zabierzesz. No chyba że chcesz wracać do domu? 
- Nie, nie ma takiej potrzeby. - Odmówiłam grzecznie i poszłam do autokaru. Zebrałam się na odwagę i poszłam na tyłu. Miejsce zajął mi Krzysiek więc byłam spokojna. W drodze trochę rozmawiałam z siatkarzami, żal mi było że wyjeżdżają. Po około godzinie jazdy usnęłam. Dopiero na miejscu obudził mnie Igła z Kurkiem więc zmusiłam się do wstania. Siatkarze nie wyjmowali swoich bagaży, wysiedli tylko żeby sprawdzić czy wszystko wzięli, zjeść obiad i pożegnać się. Wiedziałam że Antiga specjalnie przyjechał żeby mnie przywieźć, byłam mu ogromnie wdzięczna bo nie wiem jak bym dostała się z Krakowa do Spały z bagażami. Kochany Bartuś zaniósł mi torbę to 'mojego' pokoju i zeszliśmy na obiad. Ehh ostatni wspólny obiad, na samą myśl już miałam świeczki w oczach. Gdy weszliśmy do stołówki zobaczyłam że są już siatkarze z kadry B. Nie zwracając na nich uwagi usiadłam z chłopakami. 
- Szkoda że nie możesz z nami lecieć. - Zasmucił się Winiarski. 
- Mi też jest szkoda. Kto będzie teraz mnie denerwował, wchodził bez pukania i robił głupie żarty? - Zrobiłam z ust podkówkę a Michał teatralnie otarł łzę. Ten obiad był wyjątkowy. Spędziliśmy go w dobrej atmosferze ale niestety przyszedł czas na pożegnania. Wyszłam razem z siatkarzami przed budynek gdzie stał już gotowy autokar którym mieli jechać do Warszawy na lotnisko gdzie miały czekać już ich rodziny gotowe go wyjazdu. W moich oczach pojawiły się świeczki gdy zobaczyłam stojących woku mnie siatkarzy z minami typu 'żegnaj moja księżniczko, to musiało się tak skończyć'. 
- Mańka bo my mamy dla ciebie taki mały prezent żeby Ci podziękować ze te dwa zajebi...yy wspaniałe tygodnie! - Powiedział Krzysiek i wręczył mi dość spory karton. 
- Ale z was kochane głupki. A ja dla was nic nie mam.. - Trochę się zasmuciłam ale siatkarze zaczęli mnie przytulać. 
- Mam nadzieję że wytrzymasz bez nas bo nie wiem czy my wytrzymamy bez ciebie.- Po tych słowach Kurka spłynęła mi łza. Przytuliłam się z każdym z osobna i został mi tylko Igła i Fabian. 
- Krzysiu... kręć jak najwięcej filmików dla mnie! I koniecznie wchodź na Skajpaja. - Mocno się w niego wtuliłam a ten poczochrał mi włosy. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam podejść do Drzyzgi, przecież nie mogłam go unikać.
- Już sobie wszystko poukładałam i wiedź że nie mam Ci tego za złe. Oboje popełniliśmy błąd bo nasza znajomość była za krótka. - Na jego twarzy wkradł się uśmiech połączony ze zdziwieniem. 
- Dziękuję. Jesteś wspaniała. Jeszcze raz Cię bardzo przepraszam za moje zachowanie.. - Lekko go przytuliłam ze łzami w oczach i wszyscy już siedzieli w pojeździe oprócz Antigi. Nie chciałam mu przeszkodzić bo rozmawiał z Kowalem więc postanowiłam poczekać. 
- Julka choć na chwilę, musisz poznać swojego nowego pracodawcę. - Puścił oczko do pana Andrzeja a ja się uśmiechnęłam chcąc zrobić dobre wrażenie. Okazało się że mój 'nowy pracodawca' jest bardzo sympatycznym człowiekiem i szybko doszliśmy do porozumienia. Gdy skończyliśmy rozmowę a Antiga dołączył do reszty siatkarzy zaczęłam im machać i posmutniałam. 
- Widzę że związałaś się z tymi chłopakami. - Posłał mi uśmiech pan Andrzej. - Myślę że moich podopiecznych też polubisz, nawet nie są tacy źli jak śpią i jeść nie wołają.- Roześmiałam się i poszłam wraz z mężczyzną do wnętrza hotelu. Dowiedziałam się że mam ten sam pokój co wcześniej więc się ucieszyłam i od razu postanowiłam paść na moje mięciutkie łóżko. Otworzyłam drzwi i zanurkowałam plecami na łóżko.
- Osz kurwa!!- Wydarłam się czując jakbym uderzyłam kręgosłupem o kamień. Szybko zerwałam się z łóżka i nie mogłam uwierzyć w to co widzę....






Hey Hi Hello :D Podoba się taki rozwój sytuacji? 

Nie wiem czy ktoś to czyta więc mam pomysł! Jeżeli pod tym rozdziałem będzie 

co najmniej 5 komentarzy dopiero wtedy dodam kolejny rozdział :) 
Pozdrawiam ;*